30.12.2014

HELLRAISER (Wysłannik piekieł) (1987)

"We'll tear your soul apart!"

Jak pisałem wcześniej, wczorajszego wieczoru w końcu obejrzałem pierwszą część "Hellraisera" z 1987 roku. Film powstał w oparciu o książkę "The Hellbound Heart" i, co ciekawe, został wyreżyserowany przez jej autora, Clive'a Barkera.
Film od razu przechodzi do rzeczy: widzimy mężczyznę, który od jakieś szemranego jegomościa nabywa dziwną kostkę, po czym, w ukrycia otwiera ją, przyzywając tym samym dziwne, humanoidalne istoty zwane Cenobitami. Stwory poddają nieszczęśnika wymyślnym torturom, które zamieniają go w stertę spoczywających pod podłogą strzępów. Nadal żyjących. W takim stanie mężczyzna spędza nieokreśloną bliżej ilość czasu, aż do momentu, gdy do domu, w którym zaszły te piekielne sceny, przybywa małżeństwo, Julia i Larry celem wprowadzenia się. Larry podczas przenoszenia łóżka kaleczy sobie rękę, zachlapując podłogę na strychu krwią. To wystarcza, aby przywołać do życia spoczywające pod podłogą szczątki. Frank, bo tak ten jegomość się nazywa, powraca jako pozbawiony skóry zbitek wnętrzności. Julia odkrywa jego obecność i uświadamia sobie, że jest to brat jej męża, z którym miała romans. Kobieta pod jego wpływem porzuca wszelkie skrupuły i postanawia przywrócić Franka do jego pierwotnej formy. A będzie do tego potrzebne dużo krwi...

Streściłem dosyć dużo , ale jest to potrzebne, aby dać wam obraz całości. Fabuła jest genialnie prosta i chwyciła mnie od samego początku. Mogłaby to być zwykła opowieść o bardzo niestałym małżeństwie i zdradzie. Tylko zamiast listów miłosnych, na strychu mamy żądnego krwi nieumarłego. Świetnie działa połączenie klimatu "poważnego" horroru z efektownym "monster festem", szczególnie w drugiej połowie, gdzie Cenobici znowu przybywają do świata śmiertelników.

Skoro już piszę o "efektownym monster feście", film wizualnie powala. Efekty w scenie powrotu Franka do życia są równie ponadczasowe jak te chociażby w "The Thing". Aż ciarki przechodzą po skórze.
Pierwszy "Hellraiser" to świetny film. Druga połowa jest odrobinkę słabsza, ale jako całość, obraz zasługuję na mocne 8/10, tym samym jest to jak na razie najlepszy film, jaki obejrzałem dla tej strony.

"Hellraiser" przerodził się w dosyć dużą markę i można go porównywać z niekończącymi się seriami slasherów. Doczekał się aż ośmiu sequeli, (chociaż tylko trzy zagościły na srebrnych ekranach) bardziej skupiających się na Cenobitach, którzy w pierwszym filmie stanowią tło, napędzające wydarzenia. Poza filmami, opublikowano także całkiem pokaźną ilość komiksów.

Pozostawiam was z chwaloną przeze mnie sceną zmartwychstania Franka.




Trailer

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz