15.01.2015

FROM DUSK TILL DAWN 2: TEXAS BLOOD MONEY (Od zmierzchu do świtu 2) (1999)

Zapytacie zapewne "Co to jest? Gdzie recenzja Hellraisera II?". Cóż, jako że muszę opróżnić pieniądze z mojego telefonu, postanowiłem porozglądać się po naszych wybiedzonych serwisach VOD. I ku memu miłemu zaskoczeniu, jakimś cudem VoD.pl miał wszystkie trzy części "Od Zmierzchu do Świtu". Rzadkie zjawisko, bo na ogół większość cykli na naszych wspaniałych serwisach jest niekompletna (taka Ipla ma widzowi do zaoferowania... 7 i 8 część Hellraisera). Jako, że z jakiegoś powodu chciałem obejrzeć sequele do tego rodriguezowskiego klasyka, a sms za sześć złotych to niewiele za możliwość legalnego obejrzenia filmu, skusiłem się. A tym samym skuszę się na małą recenzję.

Chyba mało kto pamięta, że po świetnym "From Dusk Till Dawn" pojawiły się aż dwa sequele, prosto na rynek wideo. "Texas Blood Money" to jedna z tych kontynuacji o których nikt nie pamięta, nikt ich nie chciał, a w porównaniu z zacnym poprzednikiem, nie mają żadnych szans. Postaram się więc spojrzeć na tą produkcję jako film sam w sobie, a nie sequel do chyba mojego ulubionego tworu Rodrigueza.

Zresztą kogo ja okłamuję? Oczywiście, że pojawią się porównania. Dużo.
Akcja rozgrywa się po części pierwszej, ale nie ma z nią nic wspólnego. Głównym bohaterem jest niejaki Buck. Pewnego razu z więzienia ucieka jego stary kumpel, Luther i oferuje mu udział w napadzie na bank. Buck, typowy rzezimieszek, nie może przepuścić okazji i zbiera swój stary gang. Wraz ze swoją wesołą gromadką popaprańców jedzie do Meksyku, gdzie spotykają się z Lutherem w motelu "El Coyote" i zaczynają przygotowania do brawurowego napadu. Plany bohaterów szybko zostaną pogmatwane przez okoliczne wampiry. Jednak tym razem to nie wampiry z zewnątrz będą największym zagrożeniem. Tylko sami ukąszeni członkowie gangu...

Jeżeli porównać tą produkcję z częścią pierwszą, nie ma żadnych szans. To nie te zdjęcia, nie te postacie, nie te dialogi, nie ta muzyka, nie te efekty i, ogólnie rzecz biorąc, wszystko nie to, zamieć 
i wyrzuć do śmieci. Reżyser, Scott Spiegel, dostał karkołomne zadanie nakręcenia kontynuacji czegoś, co zadziałało i MIAŁO zadziałać tylko raz. Trzymającego w napięciu filmu gangsterskiego, który bezczelnie zamieniał się w krwawą parodię, ale również hołd dla horrorów z niższego (czyt. fajnego, nie lubię używać takich określeń) pułapu. I brał widza z zaskoczenia, czy tego chciał czy nie. Tymczasem część druga zaczyna się już wtedy, gdy każdy wie "A, w tym będą wampiry, haha". Jedyne co pozostało Spiegelowi, to szybkie wprowadzenie wątku wampirzego już w połowie (albo już nawet na samym starcie, jeżeli będziemy liczyć film w filmie, który na początku ogląda Buck. W tym momencie muszę zaznaczyć cameo samego Bruce'a Campbella!) 
Krótko mówiąc, od niemal początku mamy do czynienia z horrorem z "fajnej półki". Druga część nie jest filmem gangsterskim, który staje się filmem o wampirach, tylko filmem gangsterskim z wampirami. I to nie działa już tak dobrze. 

Ale jeżeliby zapomnieć o istnieniu pierwszej części...

"Texas Blood Money" staje się przeciętnym, ale nadal momentami zabawnym horrorkiem, który całkiem znośnie działa jako oddzielny film. Mamy kilka krwistych scen z nietoperzami, parę zabawnych dialogów, jest kilka ładnych ujęć... A właśnie, ujęcia. Po obejrzeniu filmu, na IMDB przy Spiegelu znalazłem adnotację "Trademark: stupid camera angles". Aż się zaśmiałem, bo przez cały film moją uwagę takowe zwracały. Chociaż nie nazwałbym ich głupimi, a raczej rozpaczliwymi, jakby robiono wszystko, aby film wyglądał atrakcyjnie. Mamy więc ujęcie z obracającego się wentylatora, ujęcie  z szyi odcinanej głowy, ujęcie z oczu faceta robiącego pompki, ba, nawet ujęcie zza żeber dopiero co spalonego wampira. I oczywiście klasyczne "z atakującego nietoperza". Co by nie myśleć o tych zagraniach, z pewnością przykuwają uwagę. 

Skoro mówimy o rozpaczliwych zagraniach, w pewnym momencie Spiegel stara się być na siłę Tarantinowski i rozmowa bohaterów o filmach porno szybko przeradza się w wspomnienie "mój brat dowiedział, że jego siostra grała w pornolach", z ujęciami ze strzelby a'la Doom. Zabawne, ale wciśnięte i sprawiające, że reszta filmu wygląda jeszcze bardziej blado.
Wciśnięty do filmu został również "Titty Twister", który pojawia się w jednej scenie, chyba tylko po to, żeby podkreślić, skąd przylazły wampiry. I żeby Danny Trejo mógł trochę pograć, za co mały plusik. Jest zresztą jedyną znaną z poprzedniego filmu twarzą. Pojawia się również dosyć kiepskie nawiązanie do braci Gecko.

Postacie, mimo, że sympatyczne i czasami zabawne, wypadają blado (znowu zaczynam porównywać). To nie są Clooney i Tarantino.

Najgorsze jest jednak to, że film nie kończy się żadną konkretną rzeźnią. Tz. ludzie giną, dużo ludzi, ale nie jest to ta ikoniczna masakra, w której mieliśmy niekończący się popis animatroniki, charakteryzacji i zakręconej wyobraźni. Tutaj mamy po prostu zębatych bandytów rozstrzeliwujących policjantów. Czyli tak jak mówiłem, film gangsterski z wampirami. I tylko tyle. Same efekty raczej pozostawiają niedosyt (znowu, patrz część pierwsza!) . Ot, brzydkie komputerowe nietoperze, o których nie byłoby nawet mowy przy części pierwszej, sztucznie wyglądające zęby w ujęciach z gryzącej szczęki (chyba was to nie zdziwiło?) i dosyć biednie roztapiające się wampiry. Budżet dał popalić. Szkielety były spoko.
Kończąc wcale nie taką "małą recenzję": "Texas Blood Money", czy porównywać go z częścią pierwszą, czy nie, nadal jest średniakiem, z niezłym początkiem, ale dosyć przynudzającym finałem. Można go obejrzeć dla kilku zabawnych momentów i szalejącej kamery, ale równie dobrze darować sobie, jeżeli jesteście mniej odporni na niepotrzebne sequele do klasyków. A że ja lubię oglądać takie rzeczy i miałem w paru momentach ubaw, daję słabe...

5/10

Jak widzicie, nie dałem rady w unikaniu porównań do części pierwszej, hehe. Typowa reakcja na tego typu sequele, przed którą ciężko uciec, gdy już zacznie się narzekać.

Pewnie skuszę się na część trzecią, tylko do czeka będę ją porównywał. Do drugiej?

 A, trójka to prequel.



Trailer


1 komentarz :

  1. Oglądałem to, jednak "Trademark: stupid camera angles" nie pamiętam. Widocznie nudna całość skutecznie wymazała nawet takie elementy. Najlepsze jest to że trzecia część powstała w tym samym roku. Tak jakby twórcy prześcigali się, który szybciej swój badziew zrobi. Zwycięzca mógł sobie przypieczętować sukces umieszczeniem "2" przy tytule...Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń