17.01.2015

FROM DUSK TILL DAWN 3: THE HANGMAN'S DAUGHTER (Od zmierzchu do świtu 3: Córka kata) (2000)

Tak jak zapowiadałem na końcu poprzedniego tekstu, dopełniłem formalności jaką było obejrzenie drugiego z sequeli "From Dusk Till Dawn". Po przeciętnym, ale strawnym "Texas Blood Money" spodziewałem się już tylko bolesnego zjazdu w dół z połamanymi kłami.

Na kogo tym razem trafiło niewdzięczne zadanie kręcenia prequela "straight-to-video"? Zamiast Scotta "chcę kręcić jak Sam Raimi" Spiegela tym razem jest to niejaki P.J. Pesce. Patrząc na jego filmografię, można powiedzieć, że jest facetem od brudnej roboty. Przez całą swoją karierę nakręcił tylko jeden film kinowy (jakaś komedia, o której nie ma sensu wspominać), a później były już tylko odcinki do seriali i filmy na rynek wideo. Po FDTD 3 dostał jeszcze tak niewdzięczne zadania jak nakręcenie półdupnego sequela do "The Lost Boys" czy "Smokin Aces'" (ten drugi bolał mnie bardzo). Nakręcił również ponoć niezły western "The Desperate Trail".

I prawdopodobnie dlatego dostał za zadanie nakręcenie  prequela do "Od Zmierzchu Do Świtu" utrzymanego w konwencji westernu.
Fabuła rzuca nas w lata 90 XIX wieku i  tym razem zmierza dwutorowo. Z jednej strony mamy Ambrose Bierce'a (co ciekawe, postać autentyczna), pisarza, który przybywa do Meksyku, by u boku generała Pancho Villi wziąć udział w rewolucji meksykańskiej. Natomiast z drugiej typowego dla tego cyklu zbira, Johnny'ego Madrida, który ma zostać powieszony akurat nieopodal miejsca pobytu Bierce'a. Ambrose wyrusza w dalszą drogę w towarzystwie pobożnego małżeństwa, Johna i Marie Newlie, a Johnny, dzięki pomocy nieznajomego osobnika, ucieka ze stryczka, w niezaplanowanym towarzystwie tytułowej "córki kata", która chce się znaleźć jak najdalej od swego okrutnego ojca. Rozzłoszczony oprawca rusza ich śladem. 

Podczas podróży drogi obu ekip będą się krzyżowały, aż do wiadomego lokalu w środku pustyni, gdzie ich podróż ulegnie pewnym utrudnieniom...
Zgadliście, "Hangman's Daughter" rozgrywa się w oparciu o niemalże ten sam scenariusz, co klasyczna część pierwsza, gdzie cel, do którego, w wyobrażenia widza, mają dotrzeć bohaterowie, zostaje brutalnie ucięty przez "nocowanie z wampirami". Tylko knajpa ma nazwę bardziej stosowną do epoki, jeżeli tak można powiedzieć o "La Tetilla del Diablo".

A jaki jest w sumie cel tego filmu? Geneza "powstania" Santanico Pandemonium. Nie, widz, wcale od początku nie wie, o którą dziewczynę chodzi, hi hi.

Podstawową słabością trzeciego filmu, zanim rozwija (nietoperze) skrzydła, jest fakt, że ogląda się go  jak przeciętny, telewizyjny western. Ot, tam się postrzelają, tu napadną na dyliżans, normalka. Do tego postacie i dialog nie porywają, a zdjęcia nieszczególnie przykuwają oko. Nuda i przeciętność! Lekkie ślady gore przypominają nam, że oglądamy jednak inny film

Najciekawsze jest wykorzystanie autentycznej postaci Ambrose Bierce'a, pisarza wczesnej literatury grozy, który faktycznie wyruszył do Meksyku, aby wziąć udział w rewolucji, ale ostatecznie słuch o nim zaginął i do dzisiaj nie jest znany jego los. W charakterze jego filmowego odpowiednika użyto fakt, iż był agnostykiem, który do życia podchodził z mottem "Nic się nie liczy". Dzięki temu mamy kilka interesujących interakcji z głęboko wierzącymi Newlie'ami.

No i oczywiście nie sposób przeoczyć, że Bierce jest po prostu se... prequelowym odowiednikiem Jacoba Fullera z pierwszego filmu. Zgorzkniałym starszym facetem, który nie lubi się z Bogiem. 

Reszta postaci nieszczególnie się wybija, może poza zafascynowaną Madridem Reecee, która pod koniec zostaje zmarnowana. Nieczęsto na ekranie widzimy żeński odpowiednik brudnozębnych zbirów z Dzikiego Zachodu. 

Natomiast John Newlie przechodzi chyba najciekawszą przemianę ze wszystkich postaci. Zostawię to dla was, ale powiem tylko, że nie jest wcale taki pobożny. 
Koniec jednak rozpisywania się o pierwszej połowie, po której porzuciłem nadzieję, że film zaprezentuje cokolwiek interesującego. Mięso, dosłowne, zaczyna się w drugiej, gdy docieramy do znanego lokalu. Całkiem interesująco wypada przysypany pustynnymi piaskami Titty Twister w wydaniu sprzed wieku, mroczniejszy i całkiem upiorny. Zabawne, że w swojej roli po raz trzeci powraca Danny Trejo, tym samym po raz kolejny będąc jedyną znaną twarzą. Dobry barman nigdy nie opuszcza swojego stanowiska, choćby na wieki.
Tym razem twórcy nie kryli się, że chcą znowu zrobić "Od Zmierzchu Do Świtu". Zamiast marnego "pif-paf" dostajemy porządną zadymę, z humorystyczno-groteskowym gore (w opozycji dla niezbyt trafionego, poważnego nastroju tej części) i tłumami ucharakteryzowanych wampirów Nie tak dobrze nakręconą, rzecz jasna, ale nadal mającą kopa i wypełniająca niedosyt po dwójce. Co ciekawe, tym razem przybliżono się nawet bardziej do "horroru z niższej (fajnej!) półki" niż w oryginalnym filmie, starając się bardziej szokować widza. Czym? Nagością, zakrwawionymi jęzorami napalonych wampirzyc wchodzącymi ze sobą w kontakt, obleśnymi efektami i kilkusetletnią wampirzycą-babcią w negliżu, która wstaje ze swojego grobu pokryta robactwem. Tym razem od strony wizualnej film ma okazję zaszaleć. Nawet komputerowe nietoperze prezentują się ciut lepiej.

To wszystko zmierza do finału, który bezczelnie kopiuje ostatni kadr pierwszej produkcji.
I to właśnie ta druga połowa czyni "The Hangman's Daughter" dużo lepszym od "Texas Blood Money". Krwawym, humorystycznym widowiskiem, które wplata wampiry w zupełnie inną historię. Gorzej nakręconym, z bardzo nierównym przebiegiem akcji, ale jednocześnie nagradzającym widzowi oczekiwanie na wybuchowy finał, czego w dwójce szukać ze świecą. "From Dusk Till Dawn 3" jest filmem, który zachowuje ducha cyklu, poruszając się przy tym w ciężkim środowisku budżetowego prequela na wideo.

Hej, wiecie, że został jeszcze serial nazwany po prostu "From Dusk Till Dawn" z zeszłego roku? Tej recenzji spodziewajcie się nieprędko, jeżeli w ogóle. Nie jestem dobry w oglądaniu serii telewizyjnych.



Trailer

  

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz