04.01.2015

HEARTLESS (Heartless - W świecie demonów) (2009)

Tekst pojawił się pierwotnie 15 listopada 2014 na profilu na FB.

Co prawda zapowiadałem inny seans, ale tej nocy jeszcze znajdzie się miejsce na "Innocent Blood". W szafie zalega mi kilka nietkniętych DVD, i postanowiłem w końcu coś ruszyć. Na pierwszy ogień poszedł angielski "Heartless" z 2009 roku (oczywiście polski dystrybutor nie mógł się oprzeć przed dodaniem podtytułu i dostaliśmy "Heartless: W Świecie Demonów").

Głównym bohaterem jest Jamie, zamknięty w sobie 25-letni fotograf, żyjący z matką i nie potrafiący ułożyć sobie życia. Cały czas nie może się pogodzić z zaszłą dziesięć lat temu śmiercią swojego ojca. Ciężki żywot uprzykrza mu wyraźne znamię w kształcie serca szpecące mu twarz, przez co często jest obiektem kpin i zaczepek.

Z każdym dniem Jamie obserwuje coraz bardziej pogrążające się w chaosie miasto, na którego ulicach nocami dominuje strach i przemoc. Podczas spaceru późną porą nasz bohater natyka się na sprawców owych wydarzeń, którzy najpierw wyglądają na zwykłych chuliganów. Poza jednym szczegółem: kaptury skrywają potworne, jaszczurze twarze.

Kolejnego wieczoru w życiu Jamiego dochodzi do kolejnej tragedii. wspomniani osobnicy zabijają jego matkę, w ten sam sposób, w którym było głośno w wiadomościach: poprzez podpalenie. Załamany chłopak postanawia zemścić się na oprawcach.
Sam szybko zostaje wplątany w świat przemocy, w którym bestialskie czyny zdają się dawać pozorne szczęście.

Wbrew mojemu opisowi, "Heartless" nie jest radosnym revenge movie z wątkiem paranormalnym. To raczej dramat, wypchany po brzegi symbolami podanymi w atrakcyjnej (jej, potwory, jej, krew!), ale nadal nie w łatwej do strawienia formie. Film podejmuje tematykę nie radzenia sobie z życiem oraz światem, trudu pogodzenia się z utratą bliskich oraz miasta jako pogrążonego w chaosie piekła.

Przede wszystkim jednak odebrałem ten obraz jako historię o przemocy, która została tu przedstawiona jako nieposkromiony mechanizm napędzający całą ludzkość, zmuszający ją do działania i rozwoju, a także truciznę, która przychodzi najłatwiej w chwilach kompletnej bezradności i na kilka chwil uśmierza ból.

Warstwa audiowizualna jest bez zarzutu. Zdjęcia miasta doskonale oddają dobrze znaną nam rzeczywistość: ciasne i brudne skupiska budynków, skąpane w mdłej, pomarańczowej poświacie. Znalazło się miejsce dla ciekawej charakteryzacji, która niestety nie została wykorzystana przy jaszczuroludziach, których facjaty zostały zrobione komputerowo. Scena wyrywania serca (w końcu film nazywa się "Heartless") jest odpowiednio nieprzyjemna, ale też przyjemnie pachniała mi nieco budżetowym gore, biorąc pod uwagę nienaturalnie czerwoną krew. Przewijający się przez cały film motyw muzyczny wpada w ucho i zdołał mnie odpowiednio zasmucić przy zakończeniu.

Aktorstwo wypada bez zarzutu, zwłaszcza Jim Sturgess w roli Jamiego dobrze oddaje jego wycofanie poprzez nerwowe, przyciszone kwestie. Świecą również postacie epizodyczne, z prostytuującym się greaserem na czele.

Nie nudziłem się podczas seansu, film przez całe 110 minut interesuje odbiorcę (a przynajmniej mnie) i cały czas skłania do zastanowienia pytań.

Zabawne, że gdyby był to zwykły dramat o pokrzywdzonym przez życie facecie, pewnie bym go nie tknął. Jednak zawarte "paranormalne" wątki mnie do niego przyciągnęły. I dobrze, bo dzięki temu jest ciekawie, symbolicznie, a tak naprawdę zostaje opowiedziana taka historią, jaką właśnie skrótowo opisałem w pierwszym zdaniu tego akapitu.

No i nie oszukujmy się, bez potworów i krwi nie napisałbym tutaj o tym filmie, hehe.


Trailer

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz