14.01.2015

SILENT NIGHT, DEADLY NIGHT (Cicha noc, śmierci noc) (1984)

Tekst pierwotnie pojawił się 26 grudnia na profilu na FB.

Seans świąteczny zakończony. Ten film po prostu musiał być obejrzany o tej porze roku.

"Silent Night, Deadly Night" z 1984 to kontrowersyjny... a raczej kontrowersyjny dla amerykańskich rodziców tamtym okresie, przez których film szybko zniknął z kin... slasher, osadzony w świątecznej tematyce.

Konstrukcja filmu sprawia, że poniższy opis pokrywa całą pierwszą połowę, więc miejcie to na uwadze.

Główny bohaterem/killerem jest Billy, który w dzieciństwie był świadkiem brutalnego morderstwa swoich rodziców. Ale nie byłoby filmu, gdyby nie pewien detal. Rzezimieszek, na którego miała nieszczęście natknąć się rodzina był przebrany dla niepoznaki za... oczywiście...mikołaja.
Billemu udaje się zbiec z miejsca zdarzenia i akcja przenosi się kilka lat później. Dzieciak przebywa w zarządzanym przez surową matkę przełożoną sierocińcu. Billy, mając nadal w pamięci śmierć rodziców, sprawia problemy wychowawcze, a szczególnie odbija mu w święta i na widok facetów w czerwonych strojach dostaje paniki. Matka przełożona, zamiast zapewnić Billemu odpowiednią opiekę, poddaje go ciągłym represjom. Na dodatek wpaja mu, że karanie jest potrzebne i dobre, a kontakty seksualne są złe. (Warto zwrócić uwagę, że matka Billego została zabita z rozdartą koszulą. Widok damskich piersi wywołuje w chłopaku niepokój, a jeżeli dodać do tego mądrości siostry, dostajemy typowy motyw "zabijania za seks", rodem z "Friday the 13th". Chociaż tutaj nieco inaczej podany.) Jedynym wsparciem w sierocińcu jest młoda siostra Margaret.

Jeszcze jeden skok w przyszłość i widzimy Billego w wieku lat 18, granego już przez rewelacyjnego Roberta Briana Wilsona. Chłopak ma imponującą posturę, dzięki czemu dostaje pracę jako pomocnik w sklepie z zabawkami. Akurat przed świętami... Wszystko w życiu Billego zdaje się układać do momentu, gdy jego szef potrzebuje mikołaja zastępczego do sklepu. W tym niewdzięcznym położeniu nasz bohater spędza cały dzień aż do imprezy firmowej.
Nieszczęśliwy wypadek z koleżanką z pracy oraz alkohol ostatecznie przełamują Billego. Przywdziany w czerwień, czapkę z pomponem i brodę osiemnastolatek chwyta za siekierę i rusza 
w świąteczną noc, zostawiając za sobą rosnącą liczbę ofiar...

Tak, opisałem niemalże cały film. Tak to już jest z tymi slasherami.

Film pędzi jak burza. Obie połowy świetnie ze sobą współgrają. Pierwsza dokładnie pokazuje widzowi, czemu Billy ostatecznie stał się psychopatycznym mordercą. A druga to typowy slasher "od ofiary do ofiary" z całym brutalnym dobrodziejstwem inwentarza. Sceny zabójstw nie są bardzo krwawe, ot typowe, młotek tu, siekiera tam, raz głowa, a raz ikoniczne nabicie na poroże. Typowe dla gatunku motywy, bez szarżowania.

Wspominałem, że grający naszego puchatego nieszczęśnika Robert Brian Wilson jest rewelacyjny. Zamiast zamaskowanego typa spod ciemnej gwiazdy dostajemy mordercę z twarzą. Twarzą chłopaczka, który swoje kwestie wymawia cicho i spokojnie, wręcz nieśmiało. Jednak w jego mrukliwym "Punish", które wygłasza przez cały film, czuć wyraźną nienawiść.
Film robi dobry użytek ze świątecznej stylistyki. Swoją pierwszą ofiarę Billy dusi światełkami, a ostatnia ofiara w sklepie z zabawkami ląduje przy wesoło kiwającym głową mechanicznym mikołaju, który w tym kontekście jest dosyć upiorny. A skoro mówimy o sklepie z zabawkami: we wszystkich scenach rozgrywających się w tym miejscu wypatrywałem znanych postaci. Jest i Garfield i Kermit, a nawet Potato Heads, które jedenaście lat później pojawią się w Toy Story.

Niezła jest również muzyka, która garściami czerpie z innych slasherów z tamtego okresu. Myślcie o czymś pomiędzy Halloween a Friday the 13th, tylko ze świątecznym przybraniem.
Chociaż na początku nie byłem tego pewien, "Silent Night, Deadly Night" można bez zażenowania postawić obok innych, wspomnianych powyżej, klasycznych filmów tego gatunku z lat 80. Trochę tu za dużo zbiegów okoliczności mających na celu zmuszenie bohatera do rozpoczęcia rzeźni, ale gdy już ją zaczyna, czujemy się jak w domu (hmm).

Wesoławych Świąt.



Trailer


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz