13.01.2015

THE SWORD AND THE SORCERER (Miecz i czarnoksiężnik) (1982)

Tekst pierwotnie pojawił się 28 listopada na profilu na FB.

I zakończyłem mój przypadkowy seans pt. "The Sword and the Sorcerer" z 1982 roku, pierwszy film w reżyserii Alberta Pyuna, którego, mam wrażenie, najbardziej znanym filmem jest chyba "Cyborg" z Van Dammem.

Film to klasyczny przedstawiciel podgatunku fantasy zwanego sword and sorcery (co zresztą wyraźnie sugeruje tytuł), który w latach 80, po sukcesie "Conana Barbarzyńcy", wstąpił na srebrne ekrany, głównie w postaci filmów niskobudżetowych.

Film rozpoczyna jedna z lepszych scen, w której rządny władzy król Cromwell w towarzystwie wiedźmy wskrzesza martwego od setek lat czarnoksiężnika o dosyć dziwacznym imieniu Xusia. Cromwell skłania go do pomocy w podbiciu sąsiedniego państwa.
Wraz z pomocą czarnoksiężnika, nasz antagonista osiąga swój cel. I zaraz po tym zdradliwie zabija Xusię, który spada w przepaść (co, oczywiście, jest gwarancją, że przeżyje).

Broniący się w ostatnim zamku król Richard rozkazuje ewakuować swoją rodzinę, a swojemu synowi, Talonowi, przekazuje "ficzerową" broń w tym filmie, czyli absurdalny/zajebisty miecz z trzema ostrzami. Po ucieczce z zamku, Talon jest świadkiem śmierci swojego ojca i matki. Rządny zemsty, rusza w świat, aby po latach powrócić i zemścić się na Cromwellu.
Mijają lata, a Talon staje się rosłym wojownikiem, wspomaganym przez grupkę obdartusów... to znaczy najemników. Tymczasem Cromwell szykuje się do kolejnych podbojów. A Xusia... niespodzianka, nadal żyje!

Problem z obejrzanym przeze mnie filmem jest taki, że sprawia wrażenie, jakby reżyserowało go kilka osób. Początek i końcówka fillmu są pomysłowe, mroczne i krwawe. Pierwsza scena, w której pokryty twarzami grób ożywa, a zmartwychstały czarnoksiężnik, aby pokazać swoją potęgę, wyrywa wiedźmie serce swoją czarną magią wzbudził we mnie oczekiwania, że cały film będzie utrzymany
w tym stylu.

Niestety, przez cały środek oglądamy Talona, który:

  a) Jest burakiem.
  b) Jest burakiem
  c) Jest burakiem.

Talon to jedna z tych wariacji na temat filmowego Conana (bo ten książkowy był niegłupi): przypakowany wieśniak, któremu w głowie tylko bitka i dymanie. Niby idealnie wpasowujący się w tą konwencję, ale ciężko mi było go strawić jako głównego bohatera. Zresztą żadna z postaci w tym filmie nie jest szczególnie interesująca, a duża w tym zasługa przeważającego kiepskiego aktorstwa.
Poza tym na środek filmu składają się: wysokie stężenie żartów o penisach... znaczy mieczach, obowiązkowa kobieca nagość, głupkowaci najemnicy, sceny więzienne i trochę nieciekawego mordobicia. A nieciekawego dlatego, że główny "feature" tego filmu, czyli miecz, po jednym użyciu na początku, znika z ekranu na cały film.

Nie jest to jakiś tam miecz z trzema ostrzami. Dwa boczne ostrza można... wystrzelić! Młody Talon robi z tego użytek, więc czemu nie dorosły? Pomysł bawi i na ekranie dobrze wygląda.

Jest jeszcze niezła scena, gdzie jeden z najemników ściera katowi gębę o rozpędzoną osełkę. Nie jest to pokazane wprost, ale nadal niezły pomysł. Film ogólnie dziwnie balansuje pomiędzy motywami rodem z gore, a przeważnie bezkrwawą walką.
I kiedy docieramy do zakończenia, w końcu zaczyna się ta dobra część, która jest kwintesencją klimatu filmów fantasy z lat 80: powiedzmy, że spoilery, czarnoksiężnik w końcu się ujawnia(w całkiem niezłej scenie "transformacji") a Talos i Cromwell ostatecznie stają do walki. Scena rozgrywa się w mrocznych podziemiach, z mieczy lecą fajne "neonowe" iskry (efekt tak charakterystyczny dla filmów z tamtych lat), krew się leje, Xusia jest dwa razy brzydszy niż na początku, a Talos w końcu używa swojego cholernego, zajebistego miecza. Niestety, po rozprawieniu się z Cromwellem, Xusia ginie zupełnie antyklimatycznie i od razu przechodzimy do wesołego zakończenia, utrzymanego w reszcie filmu. Jak na film z "sorcerer" w tytule, czarnoksiężnik nie jest zbyt wielkim zagrożeniem i jedyne co potrafi to dusić al'a Vader (znowu Star Wars!) i świecić palcami jak E.T.

Wiem, że to pierwszy film Pyuna, wiem, że dla wielu jest całkiem kultowy, wiem, że to rozrywkowe sword and sorcery, ale po prostu nie mogę wystawić oceny innej niż...

4/10.

Film świetnie się zaczyna i kończy, ale nie mogę mu dać nawet 5/10, bo cały materiał w środku to okolice marnej trójki. Ktoś nie mógł się zdecydować, jaka produkcja to miała być i wyszedł misz-masz z przejawami dobrego, średniobudżetowego, filmu spod znaku magii i miecza.



Trailer


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz