12.02.2015

DARK ANGEL: THE ASCENT (1994)

A widziałem dzisiaj taki mały film. Prawdopodobnie pierwsza w mojej "karierze" produkcja od studia Full Moon Entertainment, która znana jest z wypuszczenia na światło dzienne ogromnych ilości tanich horrorów, głównie na kasetach VHS. Tak się złożyło, że trafiłem na produkcję, która co prawda ma przybliżoną tematykę, ale dosyć mocno odstaje od ich filmografii.
"Dark Angel: The Ascent" opowiada o demonicy Veronice (Angela Featherstone, wiecie, że to ta dziewczyna z dobrego zakończenia "Army of Darkness?), która ma dosyć surowej egzystencji w Piekle i pożąda zobaczyć świat śmiertelników. Z pomocą koleżanki odnajduje przejście i, wraz ze swoim psem, Hellraiserem (cóż za imię. Jednak to najzwyczajniejszy owczarek niemiecki) trafia do upragnionego miejsca. Tam upodabnia się do ludzi, budząc przy okazji niemałą sensację swoją nagością. W wynika małego wypadku trafia do szpitala i poznaje doktora Maxa. Demonica, czując więź z mężczyzną, korzysta ze swojego uroku, dzięki czemu od razu zyskuje zakwaterowanie 
w nowym otoczeniu.

Szybko dociera do niej, że z tym światem jest coś nie tak, że pełen jest niegodziwców, którzy zasługują na karę. Jej piekielnie skrzywione poczucie sprawiedliwości i pożądanie wpakują ją w kłopoty...
"Dark Angel" to specyficzny film. Obecna horrorowa tematyka i makabra mocno ustępują tutaj ciepłu i lekkiej humorystyczności. Już otwierająca sekwencja przedstawia nam piekło w uroczo naiwny sposób, który świetnie prezentuje się na ekranie. Ot, skąpane w czerwonym świetle lochy, w których ciągle słychać zawodzenie torturowanych. Diabły to po prostu ludzie ze skromną charakteryzacją w postaci rogów, spiczastych uszu i ogonów. Mają swoje mieszkania, rodziny, nawet modlą się przed posiłkiem i jedynie jego zawartość, składająca się z ludzkich części, przypomina o... specyfice tego miejsca. Główna bohaterka równie dobrze mogłaby być zwykłą nastolatką, której surowy ojciec nie chce wypuszczać z domu.

Jak już wspominałem, film skupia się na czymś zupełnie innym, niż sugeruje opis. Wątek oczyszczenia świata ze zła jest tutaj raczej na uboczu, a postacie detektywów, śledzących Veronicę, nie stanowią większego zagrożenia i przez cały film są wodzeni za nos. Na pierwszy plan wysuwają się tutaj stary dobry motyw poznawania świata ludzi przez obcą istotę i relacja z człowiekiem, w tym przypadku Maxem. Mamy więc typową scenę z oglądaniem telewizji, gdzie nasz odmieniec odkrywa prawdę o nowym miejscu, grzebanie w lodówce, posługiwanie się dziwnymi sformułowaniami, brak manier przy stole, początkowe niezrozumienie ubioru, czy w końcu oglądanie filmu porno w kinie bez żadnego skrępowania (na dodatek Veronica uważa go za "piękny"). Bardzo dobrze wypadają również relacje z Maxem, które napędzają ten film. Między obojgiem postaci iskrzy, zabawnie wypada niezrozumienie pomiędzy nimi ze względu na dziwne obyczaje diablicy.
Film nie pozostawia więc złudzeń, że jest przede wszystkim romansem. Ale nieśmiale  przypomina również, że jest filmem od Full Moon. Zobaczycie więc Veronicę w negliżu, a swoje ofiary diablica wykańcza w brutalny sposób, z wyrwaniem kręgosłupa na czele. Piesio dokańcza dzieła, obgryzając trupy do kości. Jednak jeżeli myślicie, że Veronica zalicza jakiś imponujący "death count", rozczaruję was. Zabija raptem czterech facetów. Skromnie. I chyba to słowo pasuje do tego filmu. Ten film jest skromny jak na tematykę, którą podejmuje. Wszystkie ikoniczne dla budżetowych horrorów elementy, czyli krew i nagość, pojawiają się tu tylko chwilowo. O charakteryzacji wspominałem na początku. Tak samo z  efektami specjalnymi, pokroju święcących krwawą czerwienią oczu, które są nieznaczne i bardzo dobrze współgrają ze zdjęciami. Nie do pomyślenia, patrząc na dzisiejsze CG. Oszczędne efekty, wraz z wszechobecną ciemnością i pojawiającymi się czasem kolorowymi światłami, dają wizualnie przyjemny film, na który dobrze się patrzy.

Aktorstwo jest na bardzo przyzwoitym poziomie. Wszystkie postacie są przekonujące i da się je lubić. Na początku miałem obawy, bo Veronica i jej koleżanka (która pojawia się tylko na początku) zaczynają film niezwykle drewnianym dialogiem. Jednak im dalej, tym lepiej. Postać grana przez Featherstone wypada odpowiednio dziwnie, jak na odmieńca przystało, i zarazem charyzmatycznie, dzięki czemu jej losy obchodziły mnie do samego końca filmu.
Nie spodziewałem się takiej produkcji. "Dark Angel" to taki mały, ciepły film, który przy okazji ma krwiste, niskobudżetowe serce, które dodaje uroku. Tak naprawdę nic wielkiego się tu nie dzieje, nie ma dramatycznego finału, ale  relacje między postaciami sprawiają, że przyjemnie się to wszystko ogląda i niecałe półtorej godziny zlatuje w mgnieniu oka. 

Niektórzy pewnie zanudzą się na śmierć, złaknieni większej ilości wrażeń, i pewnie byłbym jednym 
z nich, ale w "Dark Angel" coś mnie chwyciło. Polubiłem ten film.

To taka krwawa bajka dla dorosłych.



Trailer


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz