24.04.2015

ALONE IN THE DARK (Alone in the Dark: Wyspa cienia) (2005)

Witajcie po raz drugi w "Laboratorium Doktora Bolla". Zgodnie z zapowiedzią w poprzednim tekście, tym razem zajmę się drugą adaptacją gry w reżyserii Uwe Bolla, "Alone in the Dark" z 2005 roku.  

Głównym bohaterem jest Edward Carnby (wielki nieobecny dzisiejszego Hollywood, Christian Slater), detektyw zajmujący się zjawiskami paranormalnymi oraz były członek organizacji zwanej Biurem 713. Gdy go poznajemy, zajmuje się sprawą tajemniczych artefaktów pozostawionych przez pradawną cywilizację Abkani, która czciła dziwne istoty z innego wymiaru. Carnby w wieku dziesięciu lat stracił pamięć. Wszystko wskazuje na to, że był jednym z wielu dzieci, na których przeprowadzano bliżej nieokreślone eksperymenty. Wkrótce detektyw odkryje, że zarówno jego zaginiona przeszłość jak i sprawa Abkani mają ze sobą wiele wspólnego...
Uch, przyznam szczerze, złożenie do kupy tego krótkiego opisu fabuły sprawiło mi ból. A czemu?

"Alone in the Dark" zmęczyło mnie. To film potwornie przeciętny i pozbawiony charakteru. Nie tyle tragicznie zły (ba, jest uznawany za jeden z najgorszych w historii, co, mimo wszystko, jest lekkim nadużyciem) co po prostu nijaki, bez tożsamości. 

Pierwsza godzina stara się być filmem detektywistycznym z elementami paranormalnymi. Skoro film detektywistyczny to zapytacie o intrygę. Uch... tutaj muszę przywołać poprzedni twór Bolla, czyli "House of the Dead".  Był prościutki i gdy przebyłem pierwsze nudnawe pół godziny, przez resztę mogłem się znośnie bawić przy niekończącej się akcji. Fabuła była praktycznie nieobecna i, heh, to była siła tamtej produkcji. "Alone in the Dark" natomiast stara się prowadzić jakąś bardziej rozbudowaną historię i kompletnie zawodzi na tym polu. Po początkowym pościgu i scenie walki (które prezentują znośny poziom) pozostaje nam oglądać nieciekawe postacie prowadzące suche rozmowy. Kolejne elementy "intrygi" przelatywały mi przez mózg niezauważone. Nie spodziewajcie się tutaj szybkiego przejścia do rzeczy. A po godzinie film nagle ekstremalnie zmienia ton i do końca pozostaje nam oglądać bitwę marines z tłumami komputerowych potworów, podczas gdy Carnby błądzi w kopalni. Serio. Pierwsza godzina mogłaby nie istnieć, bo i tak cała fabuła na koniec zostaje dosłownie rozstrzelana. Czułem się, jakbym oglądał dwie produkcje. A tymczasem to tylko jedna, nie mogąca znaleźć tożsamości. 
Równie nudna i nijaka jest warstwa wizualna. Szare ulice, szare wnętrza Biura 713, ciemne jak diabli korytarze kopalni. Wiem, że film ma "dark" w tytule, ale ostatnich scenach ciężko zobaczyć cokolwiek. Szczytem jest bezceremonialnie wdzierająca się na ekran strzelanina, która przeraża chaotycznym zlepkiem wystrzałów, skaczących potworów, latających ciał, paskudnego CG i, oczywiście, ciemności. A w tle przygrywa metal. Ogłupiałem.

Skoro mówimy o muzyce i o momentach znikąd, ogłupiałem również, gdy przy niepotrzebnej (i za ciemnej, haha) scenie seksu rozbrzmiało... "7 Seconds Away". Poczułem się jak w latach 90-tych. 

Właśnie, potwory. Owszem, są tu takowe i zapewne mogłyby być główną atrakcją. Pomijając oczywiste podobieństwo do Obcego (który zresztą jest chyba najbardziej powielanym stworem w historii kina), kolczaste, jaszczurowate istoty miały potencjał. Ale są stuprocentowo komputerowe, przez co wyglądają zupełnie nie na miejscu, pokracznie i gumowo. Po w filmie gumowe CG, skoro można było ubrać kilku facetów w kostiumy z tego tworzywa? Zapewne wyglądaliby równie tanio, ale przynajmniej faktycznie byliby na ekranie. I może przynajmniej wywoływaliby jakieś emocje.

Postacie... ta, postacie. Carnby mógłby być przyzwoitym głównym bohaterem (w końcu to Christian Slater), ale nie ma żadnej osobowości i na dobrą sprawę cała fabuła dałaby radę rozwiązać się bez jego obecności. Główny czarny charakter... uch, ten starszy facet? Cały czas o nim zapominałem, a gdy zginął, dopiero kilka scen później to do mnie dotarło. Pamiętam jedynie, że grający go aktor głównie recytował swoje kwestie. O całej reszcie zresztą też możecie zapomnieć. Ewentualnie jeszcze niejaki Burke z którym Carnby najwyraźniej ma jakiś konflikt sięgający czasów jego służby w Biurze 713. Scenarzyści jednak nie uraczyli nas jakimikolwiek szczegółami, więc ten wątek równie dobrze mógł być wycięty.
Po tym wszystkim tym bardziej zaskakuje tajemnicze i całkiem klimatyczne zakończenie, które zdaje się być skrawkiem tego, czym chciał być ten film. Chwilę później dostajemy w gębę "horrorowym cliffhangerem". Zresztą tak jak "House of the Dead", film doczekał się sequela w 2008 roku. Tyle że, ponownie, Herr Doktor nie miał z nim nic wspólnego. I Carnby jest grany przez aktora o azjatyckich rysach. Hmm.

Panie Boll, tym razem nie wygrałeś. "House of the Dead" było prostym, zabawnym filmem, który nie zasługiwał na swoją reputację. "Alone in the Dark" jest... sam nie wiem czym. Bladym i suchym szkieletem pomysłu, który nie ma nic do zaoferowania. Jednakże czy aż tak złym? Cóż, jeżeli to był jeden z "najgorszych filmów w historii" to nie było tak strasznie. Jak już pisałem w poprzednim tekście, zła sława tego obrazu wynika głównie z jego obecności w kinach i kompletnym zlekceważenia materiału źródłowego. Ale tym razem nie potrafię obronić reżysera. "Alone in the Dark" nie jest tragicznie złe, ale czegoś dobrego, ciekawego czy chociaż wywołującego lekki uśmiech na twarzy ze świecą tu szukać.

"Laboratorium Doktora Bolla" powróci w recenzji "BloodRayne" z... 2005 roku. Szybko, drogi doktorze, bardzo szybko. Tym razem będzie ciężko, ponieważ... to ekranizacja gry, którą lubię. 



Trailer


3 komentarze :

  1. Nooo...tak jak myślałem :) Tego się nie da wybronić. Na przykładzie takich filmów tylko można się wkurwiać na jednych ze swoich ulubionych aktorów, że grają w takich rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Skoro mówimy o muzyce i o momentach znikąd, ogłupiałem również, gdy przy niepotrzebnej (i za ciemnej, haha) scenie seksu rozbrzmiało... "7 Seconds Away""

    Hmm. Ale tego to nawet nie pamiętam. Jednak nie będę nawet próbować odnaleźć filmu by sobie przypomnieć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A proszę bardzo. Fatalna jakość, ale gwarantuję, że to faktyczny podkład.

    https://www.youtube.com/watch?v=pIFjRIajBvE

    OdpowiedzUsuń