16.07.2015

ZOMBI 2 (Zombie pożeracze mięsa) (1979)

O włoskim kinie lat 70 i 80 słyszałem wiele. A mianowicie o kultowych horrorach. O ich niesamowitej atmosferze, muzyce, dużo odważniejszym podejściu do przemocy i nagości niż w USA, nieczystych praktykach (zabijanie prawdziwych zwierząt na planie), nieoficjalnych sequelach (np. film pt. "Shocking Dark" (1990), który w rodzimym kraju podszywał się pod "Terminatora 2" zanim ów ujrzał światło dzienne!) i (twórczemu) żerowaniu na obecnych trendach ( np. "Mad Max 2", po którym włosi spłodzili kilkadziesiąt podobnych filmów). Jednym z reżyserów, który jest synonimiczny z włoskim kinem gatunkowym był zmarły w 1996 roku Lucio Fulci. Z jego twórczością zetknąłem się dwukrotnie: przy okazji obejrzanego przypadkowo u kolegi "House by the Cemetery " (1981) oraz pierwszego opisanego tutaj filmu, czyli "Black Cat" (1981). Żaden z nich mnie nie powalił (chociaż przy okazji pierwszego nadal byłem we wczesnym stadium poznawania starszych produkcji i mogłem go zwyczajnie nie docenić). Jednak teraz wpadłem na prawdziwą bombę. Uznajmy to za moje pierwsze prawdziwe zetknięcie z twórczością Fulciego i włoskim horrem. Oto...

"Zombie"? "Zombie Flesh Eaters"? "Woodoo"?

Film ten znany jest pod wieloma tytułami, jednak pozostańmy przy oryginalnym "Zombi 2". A gdzie pierwsza część zapytacie? Otóż, "Zombi 2" jest nieoficjalnym sequelem do "Dawn of the Dead" George'a Romero, we Włoszech znanego jako "Zombi". Krótko mówiąc, Fulci postanowił wykorzystać popularność Romerowskich zombie. "Zombi 2" nie ma nic wspólnego z "Dawn of the Dead". Jednak nic to nie umniejsza tej produkcji.

Jak wiele włoskich filmów, akcja rozpoczyna się w Nowym Jorku (hihi), do którego wybrzeży podpływa opuszczona łódź. Policja szybko podejmuje działania i dwóch mundurowych wkracza na pokład pozostawionego pojazdu. W środku zastają bałagan i... zombie. Zombie, które rozdziera jednemu z policjantów gardło po czym, postrzelone, wpada do wody. Oczywiście wszyscy stwierdzają iż był to tylko agresywny mężczyzna. Córka właściciela opuszczonej łodzi, Anne Bowles i dziennikarz Peter West, któremu zlecono zajęcie się sprawą, postanawiają ustalić co właściwie zaszło. Wiedzeni śladem ojca Anne trafiają na tajemniczą wyspę Matou na której martwi powracają do życia...

"Zombi 2" świetnie pokazuje, czemu widz nie musi być od samego początku wrzucany w wir akcji. Przeciętnemu odbiorcy film może wydać się powolny i prawdopodobnie nie przetrwa pierwszej godziny. A właśnie w tym pozornym spokoju tkwi siła "Zombi 2". Przez ponad połowę filmu moje zainteresowanie skutecznie napędzała oczywista (w końcu to zombie), ale jednak tajemnica i interakcje pomiędzy postaciami. Na początku większość czasu widz spędza z Anne i Peterem, a gdy zbliżają się do wyspy, pojawia się również wątek przebywającego na niej Doktora Menarda, który bezskutecznie poszukuje rozwiązania problemu żywych trupów. Jedyne co tak naprawdę mu pozostaje to trzymanie rewolweru w pogotowiu i eliminowanie kolejnych pacjentów ulegających nieuniknionej przemianie. Oba wątki znakomicie się dopełniają, a gdy para bohaterów dociera na wyspę, płynnie złączają się się razem i prowadzą do finału. Na który warto czekać.

Zombie pojawiają się od samego początku, zawsze pojedynczo i w nieoczekiwanych miejscach (np. gdy jedna z postaci postanawia zanurkować). Chwilowe widoki makabry i nieliczni nieumarli są tylko przedsmakiem. Po godzinie i dwóch minutach film eksploduje gore i tłumami zombie. "Zombi 2" doskonale dawkuje emocje, nie pozwalając widzowi na nudę, ale i nie zalewając go nadmiarem akcji w początkowej części filmu.

A skoro mówimy o zombie i gore, to jest na co popatrzeć. Włoskie horrory nie szczędzą widzowi makabrycznych widoków. Tak jest i tutaj. Spodziewajcie się brutalnie rozszarpywanych gardeł, płatów mięsa odrywanych od kończyn i chyba najbardziej znanego momentu czyli sceny przebicia oka drewnianym kolcem. Wbrew pozorom scena nie zrobiła na mnie aż tak ogromnego wrażenia, jednak wiele osób wzdryga się właśnie przy tym fragmencie. Wszystkim tym turpistycznym obrazkom towarzyszy przesadnie czerwona krew o konsystencji farby, tak charakterystyczna dla ówczesnych produkcji. Jednak nie zmniejsza to wcale poziomu makabry. Sama charakteryzacja zombie stoi na przyzwoitym poziomie, jest zróżnicowana i pełna paskudnych szczegółów. Spodziewajcie się przegniłych, ociekających robactwem gęb.

Jednak gore i zombie nie robiłyby takiego wrażenia, gdyby nie były tak dobrze nakręcone. Film raczy nas długimi ujęciami, podkreślającymi powolność stworów. Scena, podczas której przysypane ziemią trupy powoli wyłaniają się z grobów robi piorunujące wrażenie. Pokuszono się nawet w kilku momentach o widok z ich przesłoniętych piachem oczu.

Temu wszystkiemu towarzyszy spokojna a jednak upiorna muzyka. Włoskie horrory mogą pochwalić się niezwykle charakterystycznymi, syntezatorowi utworami, Przy pierwszym zetknięciu się z nimi można się zastanawiać, czy faktycznie są to ścieżki z filmów grozy, jednak wraz z obrazem mają niezwykłą moc. Tak jest też i w "Zombi 2", gdzie zrobiono doskonały użytek z motywu przewodniego, pojawiającego się wielokrotnie w filmie i akompaniującego przybyciu tytułowych potworów. Wolnego, niepokojącego, budującego napięcie a tym samym wpisującego się w tempo filmu i specyfikę zagrożenia jakim są ślamazarne zombie. A gdy usłyszycie natarczywy, dzwoniący dźwięk, już będziecie wiedzieli co się zbliża...

Aktorstwo stoi na wysokim poziomie. Postacie są przekonujące i ekspresyjne. Szkoda tylko, że są... zdubbingowane.  Wszystkie głosy zostały dodane w postprodukcji, ponieważ nie nagrywano dialogów podczas kręcenia. A że niektórzy włoscy aktorzy nie posługiwali się wzorowym angielskim, bądź po prostu grali w swoim języku, ciężko nie zauważyć, że coś jest nie tak. Mamy więc głosy wszelkiego rodzaju, od przekonujących do śmiesznych. Na szczęście najbardziej interesująca postać jaką jest Doktor Menard przemawia do widza głosem zaliczającym się do tej pierwszej paczki. Widok podstarzałego mężczyzny, który z żalem, ale i stanowczością w oczach, strzela z rewolweru w głowy obwiązanych białym materiałem nowo przemienionych zapada w pamięć, zarówno dzięki grze Richarda Johnsona jak i jednemu z ujęć.

A co pozostawiłem na koniec? Wspomniałem na samym początku o dosyć szemranych praktykach przy kręceniu filmów we Włoszech. W przypadku tego obrazu mamy scenę podwodnej walki zombie z rekinem. Już same założenia są nietuzinkowe. A co powiecie na to, że kaskaderowi przyszło szarpać się z prawdziwym rekinem, bez żadnych zabezpieczeń? Wygląda to świetnie, ale aż włos się jeży na głowie...

"Zombi 2" to konkretny kawał klasyki, który każdy miłośnik kina gatunkowego powinien poznać. Interesujące miejsce akcji, jej spokojny, ale nie nudzący rozwój, napędzające wszystko ciekawe relacje między postaciami, dobre aktorstwo, świetna muzyka oraz sfera wizualna i skąpany w makabrze finał to uczta dla pożeraczy kina kultowego. Ja się najadłem.

Ale teraz chcę mięsa. Ludzkiego.



Trailer

1 komentarz :