17.09.2015

VAMPIRELLA (1996)

O tym, że świat ekranizacji komiksów nie kończy się na współczesnych produkcjach  Marvela, opowiedziałem już  w recenzji "Swamp Thing". Postanowiłem pójść za ciosem i przyjrzeć się kolejnej zapomnianej przez publikę próbie przeniesienia tego medium na ekran. Przed wami powabna Vampirella, której przygody przeniesiono na ekran w 1996, z myślą o rynku wideo. Film, który, niestety, ciężko mi ugryźć (hihi). Ponownie muszę zaznaczyć, iż nie miałem do czynienia z oryginałem, więc oceniam całość jako produkt sam w sobie, a nie ekranizację (z małą uwagą dla pewnego elementu wizualnego).
Akcja rozpoczyna się trzydzieści wieków temu, na planecie Drakulon, zamieszkanej przez rasę wampirów. Nie muszę się one nikim pożywiać, gdyż na planecie znajdują się dosłowne rzeki krwi (niestety, nigdy nie ukazane). Porządek zostaje zaburzony, gdy rządny mocy Vlad wysysa do cna jednego ze swoich pobratymców. Udaje się mu uniknąć sprawiedliwości, opuszczając planetę wraz z kilkoma podkomendnymi. Jego ucieczka okupiona zostaje życiem kilku członków wampirzej rady. W tym ojca głównej bohaterki, Relli, która rusza w pościg za oprawcą. Dociera za nim aż do prymitywnej jeszcze Ziemi, którą Vlad obiera sobie za cel swoich przyszłych działań. Jednak Rella ostatecznie zmuszona jest spędzić kolejnych kilkadziesiąt stuleci na Marsie. Gdy w końcu budzi się i trafia na niebieską planetą, odkrywa, że Vlad nadal żyje i ukrywa się wśród ludzi jako wokalista rockowy, Jaimie Blood, a rasa krwiożerczych wampirów pod jego dowództwem egzystuje na całym świecie. Jednak nie tylko Rella chce go schwytać. Jej losy splotą się z organizacją zwaną Purge i jednym z jej członków, Adamem Van Helsingiem (zgadnijcie czyim potomkiem). Wspólnie przyjdzie im stanąć przeciwko Vladowi i jego demonicznym planom...

Jak brzmi powyższy opis? Dziwnie, odrobinkę absurdalnie, ale jednak ekscytująco, czyż nie? Niestety, film produkcji legendarnego Rogera Cormana i w reżyserii weterana Jima Wynorskiego nie spełnia oczekiwań. Filmowa "Vampirella" jest nijaka i mało angażująca. Najpierw rzuca widza błyskawicznie w akcję i ekspozycję, by potem pozostawić go obojętnym na dłużącą się godzinę zbędnych dialogów i niewiele znaczących wydarzeń. A potem nagle budzi się i dociera do niego, że bohaterka jest już u celu i załatwia sprawę w kilka minut, po czym szybko pojawiają się napisy końcowe, pozostawiając rozczarowanie. To jeden z wielu tych filmów, którym w środkowej części brakuje czegoś interesującego i znaczącego, co podkreślałoby wartość finałowego starcia. A gdy do niego dochodzi, kończy się tak szybko i bez wysiłku dla naszego herosa, że mogłoby nie istnieć. Na tą przypadłość cierpi też "Vampirella".

Gra aktorska po pierwszych kilku kwestiach wydaje się być drewniana, jednak dalej widzimy, iż przede wszystkim jest niezwykle przerysowana, szczególnie w przypadku Vlada, który swoje kwestie wypowiada w taki sposób, jakby za każdym razem wkładał w nie mnóstwo wysiłku. Żadna z postaci nie jest szczególnie interesująca, z Rellą i Adamem na czele i raczej nie będziecie nikomu kibicować. 

Oprawa audiowizualna jest rzemieślnicza.  Muzyka jest bezpłciowa, nieliczne sceny walki trzymają poziom typowego, telewizyjnego mordobicia a sfera wizualna, mimo, że w odpowiednio komiksowy sposób kolorowa, nie wybija się niczym więcej. Nie uświadczycie tu zbyt wielu efektów specjalnych, jednak nie sposób przemilczeć, że są one dosyć interesujące. Poza kilkoma scenami kosmicznymi, które, jak przystało na film z tamtych czasów, powstały przy wykorzystaniu modeli (co się oczywiście bardzo chwali), mamy tutaj również kilka przemian w nietoperza, A są one po prostu nałożonymi animacjami i nie sposób odmówić uroku tej technice. Poza tym jednak nie spodziewajcie się wielu efektów praktycznych. I, oczywiście, zgodnie z tutejszą tradycją dodam, iż w filmie nie ma żadnego gore, Oczywiście, na trochę krwi znalazło się miejsce, w końcu to historia o wampirach.

Wspominałem o "pewnym elemencie wizualnym", przy którym muszę pokusić się o porównanie do komiksowego pierwowzoru. A jest nim strój głównej bohaterki. A właściwie jego dolna część. Nie mogłem się powstrzymać przed porównaniem, że wygląda to jak wielka, czerwona pielucha, podciągnięta odrobinę za wysoko. Talisa Soto jako mściwa wampirzyca wygląda atrakcyjnie i aż się prosi, żeby ubrać ją odrobinkę lepiej. 
Na koniec pozostawiam ciekawostkę: w roli jednego z kosmonautów pojawia się... John Landis. Czemu? Ot, dziwne cameo. Na dodatek pyta swojego towarzysza czy widział "It! The Terror from Beyond Space". Ciekawe, ale jedyny film Landisa, który tutaj opisywałem i na dodatek również o seksownej wampirzycy, czyli "Innocent Blood", również miał wiele dziwnych i niewiele wnoszących cameo (Dario Argento, wierzycie?).

Czym jest zatem "Vampirella". Przy wielu okazjach to piszę: ciekawostką. Większość filmów, które oglądam w ramach prowadzenia tego bloga to ciekawostki. Często nie do końca udane, ale interesujące i przynajmniej przyjemne w odbiorze. "Vampirelli" niestety zabrakło tych elementów i jest raczej nieco męczącym kuriozum. Da się bezboleśnie obejrzeć, zawiesić oko na głównej bohaterce i uśmiechnąć przy kilku absurdalnych momentach ale nie jest to produkcja na tyle zajmująca, aby postawić ją po środku skali, przez co chyli się ku tej gorszej połowie. Szkoda, aż prosiło się o coś więcej.

I skąd u wszystkich postaci w tym filmie wziął się tok myślowy na zasadzie "Ma na imię Rella i jest wampirem? Będę ją nazywał Vampirellą!", mimo że nigdy nie przedstawia się tym pseudonimem? Hmm...



Trailer

2 komentarze :

  1. O łał, Vampirella miała ekranizację?!
    Ja w sumie jestem przyzwyczajona do Talisy Soto w mało seksownych ciuchach bo Kitana (jej jedyna rola, którą znam) nigdy mi się nie podobała w obu filmach, nawet jej stara była fajniejsza :)
    W sumie komiks przeczytałam tylko jeden a tak to wgapiałam się w pinupy i inne obrazki, bo jej kostium zawsze był durny, ale przy tym dobrze rysowany, razem z tym co odkrywał :)
    Widzę, że tego dzieła nikt z moich znajomych na filmwebie nawet nie oglądał, więc faktycznie musi być niezłe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, właśnie o to mi chodzi: uświadomić ludziom istnienie takich filmów. Bo kto pamięta film straight-to-video, który ani fanom, ani krytykom się wówczas nie spodobał? Vampirella miała już mieć ekranizację w latach 70, ale coś nie wyszło. Co ciekawe, ówczesny kostium wyglądał lepiej niż to coś.

      Usuń