31.10.2015

HALLOWEEN III: SEASON OF THE WITCH (Halloween 3: Sezon czarownic) (1982)

"Halloween" to chyba pierwsza seria, która przychodzi do głowy przy wyborze filmu na wieczór 31 października. Sięgnąłem po nią i ja. Ale gdybym obejrzał jakąkolwiek inną część, zapewne teraz nie pisałbym tego tekstu. To powszechnie znana seria, której pierwsza część miała niepodważalny wkład w świat filmowego horroru. Część druga była godną kontynuacją.

...natomiast część trzecia...

Część trzecia jest czarna owcą. Po definitywnej śmierci Michaela Myersa w poprzednim filmie, John Carpenter, w tym momencie już na stanowisku producenta, postanowił obrać inny kierunek dla serii. Od tego momentu każdy kolejny film miał opowiadać zupełnie inną historię osadzoną podczas ostatnich dni października. Całkiem interesujący kierunek, przyznacie? Po co wskrzeszać Myersa? Cóż, w 1982 publiczność miała zupełnie inne zdanie i film okazał się wpadką. Ludzie chcieli po prostu po raz kolejny zobaczyć mordercę w masce Shatnera.

"Halloween III: Season of the Witch" jest znienawidzone przez wielu do tej pory. Jednak wśród fanów gatunku zaczął zbierać uznanie. Krótko mówiąc, stał się ucieleśnieniem terminu "film kultowy". Kasowa porażka, która lata później znalazła widownię. O tym, w czym tkwi urok tego filmu postanowiłem przekonać się i ja. 

"Season of the Witch" rozpoczyna się kilka dni przed Halloween, gdy starszy mężczyzna, ściskając w rekach dyniową maskę, ucieka przed przed tajemniczymi napastnikami w garniturach. Uciekinier ostatecznie ląduje w szpitalu, wygłaszając tajemnicze ostrzeżenie o kimś, kto wszystkich zabije. Tutaj poznajemy głównego bohatera, Daniela (Tom Adkins), rozwiedzionego lekarza, który wkrótce znajdzie się w centrum całego zamieszania. A zaczyna się ono, gdy jedna z tajemniczych postaci pojawia się w szpitalu i dopełnia dzieła, zabijając nowego pacjenta. Daniel zaczyna gonić zabójcę, ale ten wysadza się przed budynkiem w samochodzie.

Losy Daniela zwiążą się z córką zabitego, Ellie, a śledztwo doprowadzi ich do podejrzanego miasteczka Santa Mira, w którym znajduje się fabryka Silver Shamrock Novelties, należąca do bogacza Conala Cochrana (Dan O'Herlihy), w której powstają porządane przez wszystkie dzieci w Stanach Zjednoczonych świecące w ciemności maski (wiedźma, czaszka, dynia. Zabawne, ale tylko takie są w produkcji). Jedną z nich trzymał ojciec Ellie. Miejscowość znajduje się pod kompletną kontrolą Cochrana, ale jego plany mają objąć cały kraj, zalany reklamami telewizyjnymi nadchodzącego maratonu halloweenowego, sponsorowanego przez firmę. A kluczowe w tym wszystkim są maski. I ich pewna paskudna właściwość...

Przez pierwszą godzinę seans wydał mi się... interesujący. Może nie porywający, ale ciągłą atmosfera tajemnicy trzymała mnie przy ekranie. Ciężko mi było się ustosunkować się do tego filmu, gdyż na początku fabuła wydaje się dosyć... abstrakcyjna? Czego tu nie ma? Roboty (!), lasery (!!), Stonehenge (ok!?) zabójcze maski (a, ok). Nie tego można się spodziewać po filmie, którego akcja jest osadzona podczas Halloween. Jednak potem nadchodzi ostatnie pół godziny i to wszystko nagle zaczęło mi się wydawać świetne. Szczególnie po pewnej upiornej scenie. Poza elementami nadprzyrodzonymi, głównym zagrożeniem w tym filmie jest technologia. Poczynając od zalewających telewizję reklam Silver Shamrock, które wszystkie dzieci oglądają jak zahipnotyzowane, zakładając maski. Bo tak im każe spot. A kończąc na wspomnianych robotach i laserach. Początkowo można być sceptycznym, ale ostatecznie te motywy sprawdzają się znakomicie w opowieści o komercjalizacji i korporacyjnej kontroli. Zabawne, ale nawet pierwsza część "Halloween" jest tutaj po prostu produktem sponsorowanym przez Silver Shamrock.

Daniel wypada solidnie jako główny bohater. To nieco stereotypowy twardziel (ale bez przesady), kobieciarz (rzecz jasna, niepokojąco szybko ląduje z Ellie w łóżku), oczywiście rozwiedziony. Jest konkretny i nie kwestionuje dziwnych zdarzeń, które rozgrywają się wokół niego, Po prostu się nimi zajmuje. Stojący po drugiej stronie barykady Cochran na początku wydaje się przerysowanym, przesadnie poprawnym bogaczem. Jednak gdy pokazuje swoje prawdziwe oblicze, jest diaboliczny, bez szarżowania.
Film nie ma zbyt wielu drastycznych momentów, jednak są one zaskakująco makabryczne i dobrze wykonane. Pojawia się również kila ciekawych efektów związanych z robotami. Nie obędzie się bez urwanych kończyn i dziwnego, pomarańczowego płynu ustrojowego.

Całość podkreśla doskonała, syntezatorowa muzyka Carpentera, często opierająca się na kilku powtarzających się dźwiękach, potęgujących napięcie. A skoro mówimy o muzyce, nie można nie wspomnieć o znakomitych napisach początkowych, gdzie w jej rytm na ekranie generuje się komputerowa dynia, linia po linii. Doskonale wpisuje się to w tematykę filmu. 

Na początku myślałem, że "Halloween III" to jedna z tych kultowych produkcji, w których nie dostrzegę nic szczególnego. Byłem otwarty na brak obecności Myersa, jednak myślałem, że ostatecznie uznam go za zaledwie poprawny film, który niesłusznie został przeklęty przez fanów. Jednak filmy ogląda się w całości. I jako taka, "Sezon czarownic" jest genialnym kuriozum, które zdecydowanie zasługuje na obecną uwagę ze strony fanów gatunku i kina kultowego.

I może po prostu lubię ponure zakończenia, ale podbiło ono ocenę o jedno oczko.



Trailer

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz