29.12.2015

CHRISTMAS EVIL (Świąteczne Zło) (1980)

"Jack Frost" był tylko wstępem, a teraz czas na faktyczną, nieco spóźnioną, świąteczną recenzję. W moje ręce trafiło polskie wydanie "Christmas Evil" z 1980 roku, znanego również jako "You Better Watch Out". 

Film rozpoczyna się w Wigilię 1947 roku. Dwaj  bracia, Harry i Philip, wraz z matką obserwują z ukrycia przybyłego do ich domu Świętego Mikołaja. Harry chce wierzyć, że był on jak najbardziej prawdziwy. Jednak Philip stwierdza z powątpiewaniem że to tylko przebrany tata. Harry rozzłoszczony opuszcza pokój, tylko po to, aby zastać "Mikołaja" w trakcie miłosnych igraszek ze swoją żoną.  Zapłakany malec ucieka wgłąb domu, rozbija śnieżną kulę i rozcina sobie dłoń odłamkiem szkła.


Cięcie. Teraźniejszość.

Dorosły Harry to samotny, odrealniony mężczyzna, przez swojego ożenionego, mającego dzieci brata uważany za nieudacznika. Harry, rozczarowany brakiem tego prawdziwego, postanawia sam zostać Mikołajem. Zdaje się mieć do tego predyspozycje. Pracuje w firmie produkującej zabawki, gdzie dzięki swojej sumienności dostaje awans (ku jego rozpaczy, gdyż sadza go to przy biurku a nie taśmie produkcyjnej), bacznie obserwuje dzieci z okolicy, których imiona wpisuje do jednej z dwóch ksiąg, przeznaczonych dla tych dobrych jak i złych, a nawet tworzy własne zabawki. Noc przed Wigilią Harry w końcu przywdziewa białą brodę, czerwony strój, bierze ze sobą wór pełen prezentów i wsiada do udekorowanego vana. Wszystko być może byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że przypadłość Harrego jest obsesją, która stanie się pretekstem do ulżenia frustracji, A to poniesie za sobą ofiary.

"Christmas Evil" (i pod takim tytułem będę się odnosił do tego filmu, mimo, że plansza tytułowa mówi inaczej) to zupełnie inny film niż oczekiwałem. Na okładce polskiego wydania widnieje hasło "Przygotuj się na krwawą Gwiazdkę" a na drugiej stronie zastępuje "krwawą" słowem "sadystyczną". To nastawiło mnie na film pokroju "Silent Night, Deadly Night", co jest niezbyt trafne. "Christmas Evil" to przede wszystkim studium postaci. Po zmodyfikowaniu scenariusza film mógłby stać się kolejną świąteczną komedią, tym razem o dziecinnym mężczyźnie, który nieco za bardzo chciał stać się Mikołajem. Ale "Christmas Evil" obiera mroczny kierunek. Co działa na jego korzyść.
Pojawiają się całkiem słuszne głosy, że wspomniane "Silent Night, Deadly Night" też zawiera elementy studium postaci i w porównaniu z innymi slasherami, skupia się przede wszystkim na postaci zabójcy i wydarzeniach, które skłoniły go do rozpoczęcia masakry w stroju Mikołaja. Tak, tamten film to całkiem wyjątkowy przedstawiciel gatunku. No właśnie, nadal gatunkowo jest slasherem, dlatego przede wszystkim chodzi o dużą ilość ofiar. A przemiana tamtejszego bohatera, Billego, zawiera nieco zbyt dużo zbiegów okoliczności. Nie ujmując kontrowersyjnemu klasykowi, "Christmas Evil" w kategorii budowania postaci "morderczego mikołaja" działa dużo lepiej. A jednocześnie jest zupełnie innym filmem, dlatego też ciężko z ręką na sercu porównywać obie produkcje. Opisywany w tym tekście film nie jest pełnokrwistym slasherem, jak chciano go zapewne sprzedać.

Przez ponad 40 minut obserwujemy codzienność Harrego, jego narastającą obsesję, niepokojące zachowania w postaci obserwowania dzieci przez lornetkę (gdyby wyjąć tą scenę z kontekstu, można odnieść wrażenie, że ogląda się produkcję o pedofilu), wpisywanie imion do ksiąg i narastająca frustracja wynikająca z wykorzystywania w pracy, lekceważenia przez ludzi Świąt i nieuczciwych praktyk firmy. Tak naprawdę do 47 minuty widz może nie być pewien czy Harry to po prostu dziwak, który kocha dzieci i chcę krzewić w nich wiarę w Mikołaja czy niebezpieczny psychopata. I po tej 47 minucie rozlewa się krew. Muszę przyznać, że w tym momencie nie do końca przekonała mnie nagła zmiana bohatera, który do tej pory nie robił nic tak makabrycznego. Zupełnie, jakby twórcy przypomnieli sobie, że kręcą horror i potrzebne są im trupy i krew. Jednak kolejne zabójstwo przekonało mnie w pełni, że cała ta zabawa w Mikołaja stała się ujściem dla frustracji i pretekstem do zemsty, a Harry, chociaż obdarzony dobrym sercem względem dzieci (jedyna przykrość jaką sprawia jednemu z nich to czajenie się pod oknem i prezent w postaci worka ziemi za niegrzeczne zachowanie), to niebezpieczny osobnik, skłonny do zabijania. 

Bo gdyby Święty Mikołaj faktycznie istniał, nie byłby po prostu świrem? Uświadomiłem to sobie podczas seansu, patrząc, jak Harry nieproszony wchodzi nocą do mieszkań i zostawia prezenty. Nawet gdyby pocieszny grubas był prawdziwy, ludzie zapewne zgłosiliby go na policję.

Ostatnia scena, podczas której oficjalnie już obarczony zabójstwami Harry ucieka przed rozwścieczonym tłumem z pochodniami (oczywiste nawiązanie), doskonale podsumowuje tą historię. Święty Mikołaj to niechciane dziwactwo, które w naszych oczach traci swój specjalny status wraz z wyjściem z wieku dziecięcego. Odpowiedzialny za zabójstwa czy nie, nadal zostałby przepędzony. Bo kto by chciał, aby jakiś obcy facet w dziwnym ubraniu buszował po zmroku w mieszkaniu?

Wcielający się w rolę Harrego Brandon Maggart gra solidnie. Doskonale sprawdza się jako niepozorny, nieco żałosny mężczyzna, który chichocze wariacko przed lustrem, zakładając sztuczną brodę. Film swoją niepokojącą atmosferę zawdzięcza przede wszystkim głównej roli. Można do jego Harrego czuć sympatię, ale przez cały czas czujemy, że coś jest nie tak.

Atmosferę podkreśla również psychodeliczna muzyka oraz strona wizualna. Przez większość czasu film nie przyciąga uwagi niczym szczególnym, ale gdy w finałowych scenach spada śnieg i zapada zmrok, oprawa doskonale dopasowuje się do opowieści, racząc nas święcącymi dekoracjami, jak i klimatycznymi, ciemnymi uliczkami, wśród których ukrywa się nasz Mikołaj.

A zakończenie? Zobaczcie je sami, chociaż niektórzy z was pewnie już je znają. Ja powiem tylko, że "normalne" zwieńczenie tej historii nie działałoby tak dobrze. Niespodziewane, ale satysfakcjonujące.

"Christmas Evil" to obowiązkowa pozycja dla wszystkich, którzy w  grudniu chcą sięgnąć po nieco inne produkcje o świątecznej tematyce. "Christmas Evil" nie zadowoli tych, którzy oczekiwali krwawego slashera. Ale jeżeli chcecie obejrzeć mroczną produkcję o człowieku, który obsesyjnie chcąc czynić dobro, czyni przy tym dużo (świątecznego) zła, gorąco polecam. Oglądać nie tylko w Święta.



Trailer


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz