16.02.2016

SUBSPECIES (Podgatunek) (1991)

"Subspecies" opowiada o Radu, wygnanym wampirze, który powraca do miejsca swoich narodzin, miasteczka Prejmer w Transylwanii. Powodem jego przybycia jest wieść o przekazaniu władzy jego bratu. Radu zabija króla wampirów, a zarazem swojego ojca (niedawno zmarły Angus Scrimm, którego postać  ginie jeszcze przed napisami początkowymi) i przywłaszcza sobie kamień krwi, będący nieskończonym źródłem tego płynu i powstrzymujący okoliczne wampiry od nękania mieszkańców. Jedna kropla wystarczy, aby zaspokoić mroczny głód, ale Radu nie zna umiaru.

Niedługo po tych wydarzeniach do Prejmer przyjeżdżają dwie studentki, Michele i Lillian, aby dołączyć do swojej przyjaciółki, Mary. We trójkę chcą zgłębić okoliczny folklor i zdobytą wiedzę wykorzystać do swoich prac doktorskich. Nie spodziewają się, że krążące wokół tego miejsca historie są prawdziwe i przyjdzie im wziąć udział w konflikcie dwóch wampirzych braci, Radu i Stefana.

"Subspecies" to pierwsza część długiej (cztery części i jeden spin-off) serii przeznaczonej na rynek wideo od sławetnego Full Moon Features. Co ciekawe, za całą serię odpowiada ten sam reżyser, Ted Nicolaou, który z Charlesem Bandem współpracował już w czasach Empire Pictures.

Największą siłą tej produkcji są lokacje, klimat i sam Radu. Twórcy postanowili, że na ekranie naprawdę zobaczymy Rumunię, co zaowocowało pięknymi widokami. A to przekłada się na klimat produkcji. Pozwolę sobie stwierdzić, że zyskuje ona dzięki... niskobudżetowości. Podczas seansu do głowy przyszedł mi termin "niskobudżetowa naturalność". Niewiele tu oczywistych efektów specjalnych, ale widoki zamczyska, w którym rozgrywa się większość akcji i snującego się w ciemnościach Radu w zupełności wystarczą, aby film prezentował się atrakcyjnie. No i właśnie, nasz czarny charakter. W rolę rządnego władzy, krwiożerczego wampira wcielił się grenladzki aktor Anders Hove, dla którego był to pierwszy występ w amerykańskim obrazie. Jego rola jest oklepana i przerysowana, a wszystkie kwestie wypowiada jakby miał chrypę, ale nie można od niego oderwać oczu i w zupełności go "kupić", gdy z potwornymi grymasami wydusza z siebie kolejne groźby.  Ale ta postać to przede wszystkim jej wygląd. Jeżeli zobaczycie Radu na którymś ze zdjęć, zapewne to będzie powód, dla którego zechcecie obejrzeć ten film. Charakteryzacja jest znakomita. Na pierwszy rzut oka widoczna jest inspiracja klasycznym "Nosferatu", szczególnie w przypadku długich, zakończonych pazurami palców. Jednak jest to nosferatu przepuszczony przez filtr wczesnych lat 90: noszący długie włosy i odziany w czarny, skórzany płaszcz, co jest zwiastunem nadchodzącego wizerunku wampira w głównym nurcie. Moje skojarzenie: zmutowany Eric Draven z filmowego "Kruka".

Jednak te wspomniane zalety nie zacierają faktu, iż pomimo interesującej pierwszej połowy, jest to średnia produkcja. Podczas gdy na początku film wciąga widza historiami o miasteczku i skromną, ale skuteczną stroną wizualną, druga połowa, mimo, że bardziej bogata w akcję, zaczyna się dłużyć. Ciekawe opowieści zamieniają się w zdawkową, streszczoną w jednym zdaniu genezę postaci Radu, która zdaje się być dodana w ostatniej chwili i niczego nie wnosi. Chociaż pytanie, czy naprawdę trzeba było więcej, pozostawiam otwarte. A najbardziej w drogę wchodzi nieco pokraczny wątek miłosny na zasadzie: "ale jesteś piękna". I zaczęli się kochać.

Niestety, postać Stefana też stanowi zwiastun późniejszych motywów w tematyce wampiryzmu, czyli zniewieściałego, pięknego mężczyznę, któremu nie w głowie atakować ludzi, a najchętniej zakochałby się w ludzkiej kobiecie. Stefan to prototypowy Edward Cullen ze "Zmierzchu". Oczywiście nie jestem pewien, czy miał on jakikolwiek wkład w obecne trendy, ale niesmak po seansie pozostaje. Na dodatek Stefan jest zaskakująco bezużyteczny, i aż dziw bierze, że wychodzi z tego wszystkiego cało.

Zapewne niezamierzenie, ale "Subspecies" jawi się jako film o konflikcie dwóch rodzajów wampira. Wówczas zapewne chodziło po prostu o "dobrego i złego wampira", teraz nie można oprzeć się wrażeniu, że oglądamy pojedynek, który w ciągu ostatniej dekady rozegrał się w pop-kulturze: klasycznej bestii, tutaj odrobinę zmodyfikowanej, ale nadal wiernej pierwowzorowi i delikatnego wampira o nienagannej fryzurze, wprost ze snów nastolatki. I niestety ten drugi odnosi zwycięstwo.

Wspominałem już o znakomitej stronie wizualnej, w pozytywnym znaczeniu (bo niektórym produkcjom ich brakuje) wolnej od efektów specjalnych. Biorąc pod uwagę, że to film od Full Moon, musiało się jednak znaleźć miejsce na atrakcje tego typu. Czym zatem jest tytułowy "Podgatunek"? Grupą dziwnych, hmm, organicznych golemów-miniaturek? Organicznych, bo powstają one z... palców, które Radu ułamuje sobie na początku filmu. Od tego momentu stworki służą mu pomocą. Zostały wykonane techniką poklatkową (w niektórych scenach korzystano z marionetek) i co prawda czasem mocno odróżniają się od tła, nie sposób im odmówić bardzo dobrego wykonania. Jednak ciężko zaprzeczyć, że dodano je na siłę dla kilku atrakcyjnych ujęć, gdyż ich rola sprowadza się do "przynieś, podaj, pozamiataj". Nie pojawiają się one wystarczająco często i nie grają na tyle dużej roli, aby nazywać po nich film.  Usunięcie tych istot niewiele by zmieniło. A tytułowy "Podgatunek" można by było odnieść z powodzeniem do postaci Radu.

Na pochwałę zasługuje wspaniała muzyka, która doskonale wpisuje się zarówno w atmosferę wszechobecnego folkloru, jak i po prostu taniego horroru na kasecie wideo. Idealny miks. 

Podsumowując, "Subspecies" to rzecz ze środkowej półki. Jednak dzięki wspomnianym zaletom sięga gdzieś wyżej. Czuję, że to uczciwa ocena, a jednocześnie nie zaprzeczam, że ten film ma w sobie przyciągającą magię, która stawia go klasę wyżej od innych przeciętnych produkcji o dzieciach nocy. Zatem, mimo średniej noty, polecam zobaczyć "Subspecies", szczególnie jeżeli wampiry i mrok w najprostszym wydaniu są wam bliskie. Z pewnością nie poprzestanę na pierwszej części.



Trailer

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz