25.03.2016

NIGHT OF THE DEMONS 3 (Noc demonów 3) (1997)

Rok temu, po obejrzeniu pierwszych dwóch części "Night of the Demons" obiecywałem, że przyjrzę się również kolejnej i zarazem ostatniej, trzeciej odsłonie cyklu. Nie wyszło mi w Halloween, na które film nadawałby się idealnie. Aż w końcu stwierdziłem, że trzeba się w końcu rozprawić z tym cyklem. Po rozczarowującej części drugiej spodziewałem się już tylko gorszego, szczególnie, że opinie nie nastrajały mnie optymistycznie. Okazało się jednak, że nie taki... demon straszny. Oto "Night of the Demons 3", poza granicami USA wydane jako "Demon House". I pod takim tytułem go obejrzałem.

Tak jak poprzednie części, akcja rozgrywa się podczas Halloween. Poznajemy grupę trudnej młodzieży, bez celu wożącej się po mieście vanem. Po drodze zabierają ze sobą dwie cheerleaderki, którym zepsuł się samochód. Wszystko jest w porządku dopóki nie zatrzymują się przy przydrożnym sklepie. Jeden z chłopaków, Reggie, postanawia kupić piwo, posługując się dowodem brata. Próbując argumentować, rozzłaszcza sklepikarza do tego stopnia, że ten sięga po strzelbę. Najbardziej porywczy z całej grupy, Vince, wyrywa mu broń. Piekło zaczyna się, gdy na miejscu pojawia się nagle dwóch policjantów. Przez przypadek Vince (pozornie) kładzie trupem jednego z nich. Dochodzi do strzelaniny, podczas której Reggie zostaje postrzelony w brzuch. Cała zgraja zwiewa z miejsca swoim pojazdem. Drugi policjant przestrzeliwuje im bak, przez co nie mogą zajechać zbyt daleko. Policja rusza ich tropem, a tymczasem uciekinierzy, nieświadomi, że rzekomo zabity funkcjonariusz miał na sobie kamizelkę kuloodporną, znajdują sobie najgorszą kryjówkę: dom pogrzebowy, o którym od lat krążą potworne legendy...

W trzecim "Night of the Demons" wracamy zatem po raz kolejny do opętanego przez siły piekielne domu pogrzebowego. Jednak założenia są nieco bardziej oryginalne. To nie jest banda, która postanawia urządzić imprezę w nieodpowiednim miejscu. Tym razem bohaterzy wplątują się w kłopoty jeszcze przed znalezieniem się w zakładzie. Równocześnie ponownie zdecydowano, aby niemal cała akcja rozegrała się w tym miejscu i w ciągu jednej nocy. Wracamy zatem do formuły, która dobrze sprawdziła się w części pierwszej, w opozycji do skakania pomiędzy miejscami w dwójce. Trzeci film nie stara się również być na siłę komediowy, co zaszkodziło poprzednim razem. Humor wynika tutaj z absurdu poszczególnych sytuacji, nie mecząc widza momentami zamierzenie komicznymi.

Żeby nie było za różowo... Większość osób, które widziały część pierwszą zapewne powie, że największą atrakcją jest grana przez Amelię Kinkade demoniczna Angela.  Do sceny jej tańca zapewne będę powracał jeszcze wielokrotnie. Niestety, w drugiej zupełnie straciła swój urok, nad czym ubolewałem rok temu. Niestety, ten trend kontynuuje również część trzecia. Angela sprawia wrażenie sztucznej, starającej się być seksowną na siłę. Owszem, zobaczycie nieco jej tańca, ale to zaledwie kilka nieśmiałych "pląsów" (przy akompaniamencie dziwnych jęków). Nie spodziewajcie się zatem całej oczarowującej sekwencji z pierwszego filmu. I tak, znowu się oburzę, że Angela ma proste włosy. Nie dość, że straciła urok, to jeszcze fryzurę.

Demonica dostaje jednak inną interesującą scenę. Co powiecie na namiętne fellatio wykonane przez Angelę na... wycelowanym w nią rewolwerze? Na dodatek wysysa z niego wszystkie naboje, po czym wypluwa je na dłoń celującego bohatera. Jeżeli szukaliście "seksownej sceny z bronią palną", odnajdziecie ją w tym filmie. Aż szkoda, że przez resztę czasu Angela pozostaje niezbyt interesująca. 

Na szczęście resztę filmu można określić przeciwnym przymiotnikiem. Słuchając bezsensownych dialogów pomiędzy bohaterami na początku obawiałem się, że całość pełna będzie takich zapychaczy. Jednak od strzelaniny w sklepie film do samego końca jest wystarczająco zajmujący i zróżnicowany, aby jego oglądanie nie było udręką. Jak przystało na "Night of the Demons", spodziewajcie się przemiany większości bohaterów w potwory. Co powiecie na dziewczynę z wężem zamiast ręki? Albo halloweenową maskę, która staje się faktyczną twarzą noszącego, obdarzając go złośliwym charakterem?

Trzeci film został skazany na straight-to-video. Zwykle oznacza to drastyczny spadek poziomu, zarówno pod względem treści jak i części technicznej. O treści już napisałem. A jak ten film wygląda? Zaskakująco przyzwoicie. Owszem, ma ten odrobinę "tani" obraz, ale nie przeszkadza to filmowi w wyglądaniu solidnie. Interesująca jest kamera, często ustawiona pod kątem. Czasami aż do przesady, ale dzięki temu zdjęcia nabierają dynamizmu. Gore i efekty praktyczne, mimo, że nieczęste, cieszą oko. Chociaż trzeba przyznać, że wspomniany waż zamiast ręki wygląda nieco zabawnie, jak maskotka (co biorąc pod uwagę jego pierwotną formę, wcale nie dziwi). Całość zostaje zwieńczona satysfakcjonującym efektem skóry schodzącej z ciała. Po czym na ziemię pada sam szkielet. A potem znika w CG... Owszem, mamy w tym filmie do czynienia z grafiką komputerową, ale bardzo oszczędną, użytą do drobnostek. Gorzej natomiast prezentują się napisy początkowe. Animacja w tle nie była by zła, gdyby nie fakt, że składa się z powtarzanych wielokrotnie fragmentów, przez co po kilku chwilach ciężko się ją ogląda. Sprawia wrażenie czołówki kiepskiego serialu. Co ciekawe, w wersji amerykańskiej i międzynarodowej w tle usłyszycie zupełnie inne utwory. To samo tyczy się napisów końcowych.

Na marginesie, jest jeszcze jeden detal, który przypomina nam o obciętym budżecie. Pamiętacie jak w pierwszej części była scena rodem z "Evil Dead", podczas której nieznana siła piekielna pędzi przez korytarz, a widz spogląda na to jej oczami? To i ujęcia przemienionej Angeli sunącej korytarzem wzięto prosto z części pierwszej. Jest to aż nazbyt oczywiste, ale na szczęście użyto je tylko w jednej sekwencji.

Rok temu zachwalałem pierwsze "Night of the Demons" za solidną realizację i prostotę, dzięki której film oglądało się szybko i przyjemnie. O dziwo, ta sztuka całkiem nieźle wychodzi części trzeciej, nie dość, że po rozczarowującej dwójce, to jeszcze na wideo. Obawiałem się, że rozstanę się z tą serią czując ogromny niedosyt. Nie obyło się bez bólu brzucha, ale jestem syty. I z satysfakcją mogę powiedzieć, że opisałem cały cykl.

A, czekajcie. W 2009 zrobili remake.



Trailer

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz