17.04.2016

PROJECT SHADOWCHASER (Projekt) (1992)

Niedaleka przyszłość. Grupa terrorystów na której czele stoi tajemniczy android Romulus (Frank Zagarino), przejmuje kontrolę nad szpitalem i żąda wysokiego okupu. Wśród zakładników znajduje się córka prezydenta, Sarah (Meg Foster). FBI postanawia skorzystać z pomocy osadzonego w więzieniu kriogenicznym architekta odpowiedzialnego za budowę szpitala, Dicksona. W zamian za wsparcie oferują mu wolność, nie zauważając, że uwolnili nie tego człowieka. Ten postanawia wykorzystać okazję i wziąć udział w akcji ratunkowej.

"Project Shadowchaser" (znany również jako po prostu "Shadowchaser"), wydany w 1992 roku prosto na wideo, to jeden z wielu "rip-offów" "Terminatora". Co prawda nie podkrada filmowi Camerona całych elementów fabułarnych i postanawia pójść własną drogą, ciężko zaprzeczyć, że grany przez muskularnego Franka Zagarino Romulus to kopia roli Schwarzenegerra. W obu przypadkach mamy do czynienia z filmem reklamowanym twarzą "tego złego". Podczas gdy T-800 był w swoim filmie główną atrakcją, której nie szczędzono czasu ekranowego, Romulus zostaje zepchnięty na drugi plan i przez większość czasu nie wnosi prawie nic. Szczególnie, że...

Ciężko w pełni nazwać "Project Shadowchaser" science-fiction. Dostajemy historię dobrze znaną z kina akcji (budynek opanowany przez terrorystów, porwana córka prezydenta), a Romulus zdaje się być elementem dodanym w ostatniej chwili. Przez większość filmu jego rola sprowadza się do prowadzenia negocjacji i gdyby nie ostatnie pół godziny, podczas których przyjmuje na siebie serie z karabinów, łatwo zapomnieć, że mamy do czynienia z niezwykle groźnym androidem. Oczywiście pojawia się watek roli rządu w produkcji super-żołnierzy, ale jest on sprowadzony do minimum i tak jak opisany powyżej "elektroniczny zabójca", nie wnosi zbyt wiele. Nieco lepiej natomiast wypada wytłumaczenie motywacji Romulusa, które przynajmniej na chwilę udowadnia widzowi, że "tak, ten film musiał być o robocie".

Co w takim razie pozostaje nam oglądać przez resztę seansu? Desilvę (Martin Kove), nieświadomie podszywającego się pod architekta Dicksona. Czeka na niego cała gama atrakcji w postaci strzelanin z terrorystami, czołgania się w szybach wentylacyjnych i wspinaczki po linie dopiero co urwanej windy. Oraz spotkanie z samą córką prezydenta imieniem... Sarah, graną przez błękitnooką Meg Foster.

Gdy zobaczyłem jej postać na trailerze, byłem niemal pewien, że ten film ma własną Sarah Connor, co by było całkiem ciekawe. Podrabianie T-800 wydaje się oczywiste. Ale Connor? Tu sprawa zaczyna być bardziej interesująca. Meg Foster ma tutaj potencjał, aby być tą postacią. Ba, w końcu ma takie same imię i jest wysportowana. Potrafi też zadbać o siebie i bez problemu wpakowuje Romulusowi kilka kulek. Ostatecznie jednak musi być ratowana przez Desilvę. Zmarnowana okazja. Śmiem twierdzić, że film zyskałby, gdyby to ona stała się głównym bohaterem. "Terminator 2" rok wcześniej zrobił to ze spektakularnym wynikiem. Jak zrzynać, to w tym przypadku najlepiej na całego.

Tak naprawdę niewiele można napisać o "Project Shadowchaser". Gdyby nie fakt, że podbiera elementy z tak słynnej produkcji jak "Terminator", prawdopodobnie zostałby całkowicie zapomniany. Jednak nie jest tak zły, jak sugeruje np. ocena na IMDB (3,9/10). To przyzwoity film, który momentami nieco się dłuży, ale w ostatecznym rozrachunku wrażenie są całkiem pozytywne. Szczególnie, że jest poprawnie zrealizowany i przypomina czasy, gdy produkcje przeznaczone bezpośrednio na półki sklepowe nie straszyły koszmarnym wykonaniem. Jednak zdecydowanie nie jest to rzecz, po którą podczas poszukiwań zapomnianych produkcji sięga się jako jedną z pierwszych. Często stwierdzam, że są filmy, które są niezbyt dobre lub średnie, ale ciężko je nienawidzić. "Project Shadowchaser" spełnia to niemal w stu procentach.

Co ciekawe, jest to czteroczęściowy cykl, w tym trzy pierwsze filmy wyreżyserował ten sam człowiek: John Eyres. Jednak nie są one ze sobą powiązane, a jedynym wspólnym elementem jest rola Zagarino. 



Trailer

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz