27.05.2016

MOTHER'S DAY (Dzień matki) (1980)

Trzy przyjaciółki z czasów szkolnych, Jackie, Trina i Abbey, tworzące tak zwane "Rat Pack" co roku spotykają się, aby uciec na kilka dni od życia codziennego. Gdy wyjeżdżają na biwak do lasu Deep Barons, nie spodziewają się, że przeżyją tam koszmar, do którego przyczyni się dwóch braci i ich diaboliczna matka.

"Mother's Day" ujrzało światło jesienią 1980 roku. Film został wyreżyserowany przez Charlesa Kaufmana, brata dobrze wam zapewne znanego Lloyda Kaufmana, który wraz z drugim założycielem Tromy, Michaelem Herzem, zajęli się produkcją. 

Jest to jedna z tych niesławnych produkcji, które spotkały się wówczas (i często do tej pory) z bardzo negatywnym przyjęciem ze względu na zawarte kontrowersyjne treści. "Mother's Day" w Angli nie zostało przyjęte do dystrybucji kinowej (gdyby film trafił bezpośrednio na kasety, zapewne również spotkałby go ten los i znalazłby się na pamiętnej liście "video nasties"), a na półki sklepowe trafiło tam dopiero... w zeszłym roku. W Australii doczekał się premiery w 1983, ale ostatecznie został zakazany dwa lata później. I chyba nie zaskoczę was, dodając na koniec, że znany krytyk filmowy, Roger Ebert, znany ze swojego pogardliwego podejścia do slasherów i ich pochodnych, wystawił zero gwiazdek, będąc zupełnie zdegustowanym.

Zatem o co ta cała afera? O nie pozostawiającą złudzeń scenę gwałtu, doprawioną biciem. Wówczas z pewnością była szokującą, a recenzje użytkowników na IMDB potwierdzają, że dla niektórych widzów nadal jest nie do zniesienia. Jednocześnie muszę zauważyć: to jedna scena. Czy "tylko" czy "aż" pozostawię wam do rozstrzygnięcia. Informacje z którymi zetknąłem się przed obejrzeniem filmu sprawiły, że zastanawiałem się, czy cały seans nie zleci na oglądaniu gwałtów, torturowania i zapłakanych kobiecych twarzy.

Odpowiedź brzmi: nie. 

Akcja idzie torem znanym z wielu innych horrorów z tamtych lat. Pierwsza scena przedstawia nam postacie zabójców: szalonych braci Ike'a i Addleya (których podczas robienia notatek w trakcie filmu nazywałem Awiator i Worek, ze względu na ich dobór garderoby) oraz ich matkę. Na start dostajemy dwie ofiary, aby potem aż do 32 minuty nie działo się nic szczególnego. Dostajemy czas, aby zapoznać się z trójką bohaterek i ich relacjami. Czasem tylko ktoś podgląda je z krzaków, a my dobrze wiemy kto. I kilka razy twórcy próbują nas nabrać, że nagle dzieje się coś złego. Oczywiście od razu wiemy, że to tylko wygłupy. I wtedy we wspomnianej 32 minucie pojawiają się bracia. Mimo przyzwyczajenia, że po ok. pół godziny następuje jakiś zwrot akcji, nagłe nadejście dwóch psychopatów jest zaskakujące. 

Gdy dziewczyny zostają zaciągnięte do domu w środku lasu, w końcu docieramy do niesławnej sceny gwałtu. Spotyka on dziewczynę, której szczególnie nie układa się z mężczyznami, co jest dosyć ironiczne i okrutne, Ale to chyba nic, do czego twórcy takiego kina nas nie przyzwyczaili. I tak: scena jest niepokojąca (bo co innego można napisać o gwałcie?), szczególnie, ze ofiara jest brutalnie okładana po twarzy. Drugi brat robi zdjęcia polaroidem i po chwili scena nie jest pokazywana już wprost, a w formie wywołanych zdjęć, rzucanych na ławkę.

Scena zatem wywołała we mnie dyskomfort i zapewne takie było zamierzenie filmowców. Domyślam się, że co wrażliwszych może odrzucić od dalszego seansu. No właśnie, nie zapominajmy, że po tym fragmencie film trwa dalej i jest wolny od kolejnych takich scen. Czytając opinie można odnieść wrażenie, że "Mother's Day" jest tylko tym jednym momentem. Ja zaś uważam, że to tylko jeden z wielu, będący kluczowym dla dalszego przebiegu, ale nie definiujący tej produkcji w całości. A to co dzieje się dalej jest dużo bardziej interesujące do oglądania.

Spodziewałem się, że "Mother's Day" ostatecznie pozostawi mnie obojętnym. Jednak gdy dalej poznajemy braci i ich matkę, a dziewczyny próbują się uwolnić, rozwijając się jako postacie, seans nabiera tempa. Nie przeczę, że nie było to krótkie półtorej godziny, ale z każdą chwilą, szczególnie ku końcowi, film ogląda się coraz szybciej i coraz lepiej. 

W dużej mierze dzieje się tak dzięki pojawiającym się od pewnego momentu dziwnym zmianom tonu, zależnym od postaci obecnych na ekranie. W jednym momencie widzimy przyjaciółki rozpaczliwie próbujące się wydostać z więzienia, aby potem oglądać jak bracia przechodzą morderczy trening pod okiem matki. I to nie byle jaki, bo poza pompkami, czy okładaniem worka treningowego, nie obędzie się też bez wymachiwania maczetą, rozbijania okien siekierą, czy podnoszenie ciężarów głową. A potem obaj zaczynają się bić przy akompaniamencie wesołej muzyczki. 

Co ciekawe, wiele widzów doszukało się... przekazu anty konsumpcyjnego. Wiedziałem o tym przed seansem, ale przyznam, że nie starałem się go odszukać. Jednak dostrzegłem echo tych domniemań w wypełniających dom skrzywionej rodzinki zabawkach i "novelty items". Np. budzik z Wielkim Ptakiem. Bracia biorą co chcą (w tym przypadku, drobnostka, niewinne dziewczyny), nie przebierając w środkach. A jednocześnie nie potrafią się uwolnić spod jarzma despotycznej matki, trwając bezczynnie w psychopatycznej krainie marzeń, pełnej jedzenia i rozrywek... Ok, teraz chyba za bardzo się wysilam. Z drugiej strony, obecność przekazu tego typu byłaby bardzo zgodna z poglądami promowanymi przez Tromę.

Końcówka filmu okazuje się całkiem satysfakcjonująca. Sprawę w swoje ręce bierze najmniej oczekiwana postać, a zemsta będzie słodka. Na dodatek twórcy postanawiają zostawić na sam koniec jeszcze jeden "fake scare", który zamiast irytacji, wzbudza radość, gdyż działa on na korzyść bohaterek.

To nie byłaby ta sama strona, gdybym nie wspomniał o jakości gore. Tak naprawdę nie ma go tutaj zbyt wiele. Na początku seansu dostajemy porządne odrąbanie głowy, podczas którego kamera trochę zbyt długo pokazuje widzowi atrapę przyszłej ofiary. Ale gdy już pada cios, efekt jest znakomity. I to tak naprawdę najdrastyczniejsza rzecz, którą można zobaczyć w tym filmie (chociaż ponownie muszę przywołać scenę gwałtu, bo z pewnością dyskusyjne jest, co można uznać za drastyczne w przypadku tej produkcji). Potem przygotujcie się głównie na widok klasycznej, przesadnie czerwonej krwi, ale za to towarzyszącej całkiem pomysłowym zabójstwom. A mord, do którego dochodzi na sam koniec, nie potrzebuje nawet posoki, bo zapada w pamięć ze względu na użyty przedmiot. Doskonale zresztą podsumowujący ten film: z jednej strony niepokojący i brutalny, a z drugiej całkiem absurdalny i komiczny.

"Mother's Day" to całkiem smakowity kąsek dla fanów gatunku. Za kontrowersjami kryje się co prawda nie rewelacyjny, ale solidny kawałek kina w stylu "Texas Chain Saw Massacre". I ma on do zaoferowania więcej, niż tylko jedną szokującą scenę. Wbrew pozorom, to właśnie po niej staje się najbardziej wart uwagi.



Trailer

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz