13.07.2016

[SOFT DRUGS] "I PURGED", czyli krótkie spojrzenie na serię "NOC OCZYSZCZENIA"

Pierwsze "The Purge", całkiem satysfakcjonująco przetłumaczone w naszym kraju jak "Noc Oczyszczenia" zagościło na ekranach w 2013 roku.  Było to w czasach, gdy bardziej przejmowałem się opiniami i postanowiłem zlekceważyć film. Już w 2014 film doczekał się sequela noszącego podtytuł "Anarachy". Nadal nie dałem cyklowi szansy, będąc jednocześnie zaskoczonym jak szybko ten jeden, ponoć słaby film doczekał się błyskawicznej kontynuacji. Z biegiem czasu zaczęły docierać do mnie opinie, że druga część jest lepsza i robi dużo lepszy użytek z idei.

A idea, wokół której kręci się seria, zauroczyła mnie już odkąd kilka lat temu dowiedziałem się o pierwszej produkcji. Co roku w Stanach Zjednoczonych odbywa się tytułowa Noc Oczyszczenia, podczas której na 12 godzin wszystkie możliwe przestępstwa są dozwolo
ne, co dla filmowców tak naprawdę stanowi pretekst do ukazania masowej rzezi na ulicach. Tu nie chodzi o kradzieże, czy przechodzenie na czerwonym. Społeczeństwo może dać upust duszonej przez cały rok nienawiści, a rząd cieszy się z eliminacji "niepotrzebnego elementu" w postaci bezdomnych, bezrobotnych itp. który nie może pozwolić sobie na obronę podczas nocy. Gdy usłyszałem o "The Purge", nie mogłem uwierzyć, że ktoś zrealizować ten pomysł. Pisałem kilka zdań temu o zauroczeniu, A wynika ono z faktu, że takie założenia fabularne przypomniały mi filmach, które wymyślałem w liceum. Pomysł, aby dać obywatelom broń do ręki i pozwolić im na swobodną masakrę w imieniu przekonań religijnych i politycznych kręcił mnie. A ktoś ten pomysł, z lekkimi różnicami, faktycznie przekuł w film, zachowując tą samą prostotę i naiwność, która cechowała moje zalążki scenariuszy.

Jednak nadal przez długi czas nie dawałem cyklowi szansy, będąc bardziej zajęty filmami docelowymi dla tej strony, czyli powstałymi 20-30 lat temu."Noc Oczyszczenia" nie nawiedziła nas w 2015. Dopiero rok później wróciła z wymownych podtytułem "Election Year", który w polskim "Czas Wyboru" utracił polityczne znaczenie. I nagle obudziłem się. Barwny plakat wypełniony zamaskowanymi psychopatami oraz optymistyczne opinie zachęciły mnie do powrotu do kina, w którym ostatnio bywałem nieczęsto. Oczywiście nie chciałem iść w ciemno, dlatego jednego wieczora nadrobiłem poprzednie części, aby następnego wybrać się na wyczekiwany seans.

"The Purge" to całkiem interesujący przykład serii, która z horroru z podgatunku home invasion wyewoluowała w thrillera akcji, wizualnie nadal czerpiącego z kina grozy. To również przykład cyklu, który zmarnował ciekawy pomysł w pierwszej części, aby rok później wykorzystać go w należyty sposób. Pierwszy film wprowadza widza w zasady Nocy Oczyszczenia, nastawiając go na obrazy chaosu na ulicach miasta, aby potem wrzucić go w obręb jednego domostwa i grać horrorowymi kliszami. Pierwsze "The Purge" mimo wszystko zaskoczyło mnie, będąc całkiem niezłym filmem, który przez pierwszą połowę dosyć skutecznie buduje napięcie, jednak, gdy zamaskowani psychopaci w końcu wkraczają do domu, traci "kopa". Nie jestem w stanie zliczyć ile razy w tym filmie któryś z oprawców na ułamek sekundy przed zadaniem ostatecznego ciosu zostaje postrzelony od tyłu kilka razy. Zupełnie jakby filmowcom rozwiązania na rozstrzygnięcie danej sceny wyczerpały się od razu. Jednak zakończenie, gdzie pozornie przyjazne postaci odsłaniają okrutne oblicze, przypomina nam, że w pomyśle nadal tkwi potencjał.

A wykorzystał go sequel, czyli "The Purge: Anarchy", który przenosi akcję na upragnioną ulicę. Umówmy się, umieszczenie akcji filmu w obrębie jednego domostwa w trakcie znacznie większego wydarzenia jest ciekawe, ale chyba wszyscy chcieli zobaczyć jakież to dantejskie sceny odbywają się na zewnątrz. I tutaj "The Purge" pokazuje, że jest cyklem niezwykle komiksowym, szczególnie biorąc pod uwagę pewną jego wyraźną inspirację. Mimo licznej grupki głównych bohaterów, fabuła kręci się przede wszystkim wokół postaci w liście płac nazwanej po prostu "Sierżantem", w którego rolę wcielił się Frank Grillo. Niedługo przed rozpoczęciem kolejnej Nocy Oczyszczenia sierżant ubiera kamizelkę kuloodporną, czarny płaszcz i uzbrojony po zęby wsiada do opancerzonego, czarnego samochodu. Już od strony wizualnej widzowie nie mieli wątpliwości. A gdy dowiedzieli się o jego celu oraz umiejętnościach w eliminowaniu przestępców, stracili wszelkie wątpliwości: "The Purge: Anarchy" to nieoficjalny film o Punisherze. Na tym nie kończy się wspomniana komiksowość. Na drodze naszego bohatera staną niecodzienne indywidua, które nie są raczej zwykłymi obywatelami, którzy wyszli na ulicę aby się wyżyć, jak to mówi fabuła filmu. Twórcy nie kryją się, ze chcieli na ekranie przede wszystkim barwnych postaci, dlatego też podczas tytułowej czystki ulice zapełniają się świrami w maskach, poruszającymi się pojazdami rodem z kina post-apokaliptycznego, a w ich arsenale znajdują się takie cacka jak miotacze płomieni czy karabin gatlinga. A w tle tego wszystkiego zamieszana jest tajemnicza zmilitaryzowana grupa. Obowiązkowo w czarnych strojach i maskach gazowych. Gdyby "The Purge" próbowało realizować dosyć dziurawy pomysł wyjściowy w zupełnie poważny sposób, mogłoby zawalić się pod swoim ciężarem. Jednak ta historia o grupce przypadkowych ludzi prowadzonych przez tajemniczego mściciela i walczących o przetrwanie wśród barwnych morderców dzięki dawce umowności i przerysowania sprawdza się zaskakująco dobrze, będąc filmem o wiele lepszym od poprzednika. I moim zdaniem, będącym szczytowym punktem serii.

Przejdźmy zatem do najświeższej części, która w chwili pisania tego tekstu gości w naszych kinach, na świecie skutecznie odrabiając swój budżet z ogromną nawiązką. "The Purge: Election Year" kontynuuje założenia części drugiej, wciągając widza po raz kolejny w chaos rozgrywający się na ulicach miasta, starając się podnieść poprzeczkę. Postawię sprawę jasno: nowa "Noc Oczyszczenia" to udany sequel, co niezwykle miło mnie zaskoczyło. Niejedna średnio kalibrowa seria mogłaby pozazdrościć tak równego poziomu przy trzeciej części. Jednak "Czas Wyboru" cierpi z jednego powodu: za dużo w nim kontrolowanego chaosu. Co mam na myśli?

Jak pisałem wcześniej, plakat obiecuje tłumy kolorowych psychopatów I jak najbardziej zobaczycie znane twa... maski na ekranie. A są to postacie jeszcze bardziej przerysowane, zarówno pod względem wyglądu, kwestii jak i metod działania. Nastawiło mnie to na kolejny "survival ze świrami", tylko w jeszcze bardziej kolorowym i dziwacznym wydaniu. Tak jest do mniej więcej połowy.  Nowe "The Purge" zdecydowanie zbyt głęboko stara się wejść w kulisy corocznego wydarzenia. Oczywiście rozumiem, to naturalne, że nie chciano robić powtórki z drugiej części i założono, że potrzebne jest wejście o poziom wyżej i posunięcie fabuły całej serii do przodu. Ale czy nie jest to o jeden krok za daleko? Historia o przetrwaniu tutaj zamienia się w historię o konflikcie organizacji. Zamiast chaosu dostajemy walkę pomiędzy poszczególnymi grupami interesu: ruchowi oporu (który w drugim filmie sprawiał wrażenie wątku dopisanego w ostatniej chwili, aby uratować bohaterom tyłek. Tutaj zostaje bardziej rozbudowany), najemnikami i wyższymi sferami. Za dużo polityki i jasnego podziału na strony konfliktu  za mało szaleństwa i nieporządku, na które nastawia pierwsza połowa filmu. Bardziej rozbudowana fabuła działa tutaj na szkodę. Trzecia część była dla mnie wystarczająco udanym i zadowalającym seansem, ale pokazała, że cykl dotarł do swojej granicy. Zakończenie sugeruje część czwartą i mam nadzieję, że będzie ona ostatnia. Póki co seria jeszcze się broni, ale na ile kolejnych odsłon starczy jej sił? 

"The Purge" to zaskakująca seria, która z przeciętnego horroru przemieniła się w brutalne kino akcji, nadal sięgające do pierwotnie użytego gatunku filmowego. Nie uniknęła ona mniej udanych elementów współczesnych produkcji tego typu (rażąco komputerowe rozbryzgi krwi, które odbierają "shock value" scenom śmierci, oraz zupełnie zbędne i niedziałające "jumpscare'y", przy których nawet nie chciało mi się podskakiwać, zarówno w domu jak w ciemnej sali kinowej), jednak radzi sobie zaskakująco dobrze jak na cykl, który w zawrotnym tempie obrasta w kolejne sequele. Na dodatek kinowe, nie przeznaczone prosto na sklepowe półki. Całe "The Purge" jest godne polecenia, elektryzując naiwnym, ale skutecznym pomysłem, którego brutalność i przesadyzm kupuję w stu procentach. Czekam na czwartą cześć, jednak wraz z nią "Noc Oczyszczenia" powinna dobiec końca.
Amerykańskiej tradycji stało się zadość

4 komentarze :

  1. Oke, to teraz pytanko: da się te drugą i trzecią część oglądać bez pierwszej? Jak myślisz? Bo mnie temat i wszystko co słyszałam o pierwszej nie kręci, więc nawet nie interesowałam się sequelami, ale z Teoich opisów to mi się kojarzy z niedawno obejrzanym The Warriors które było fajne (nie wiem, czy słusznie, ale), Punisher z Twojego skojarzenia bywa spoko albo odpychający, więc różnie. Nie sądzę, żebym oglądając jedynkę cierpiała, raczej pewnie poczuję, że straciłam czas na coś co mnie w ogóle nie interesi, ale, z drugiej strony, wszyscy zawsze jadą po pierwszym Mad Maxie a mnie się mocno podobał ┐(‘~` )┌
    Fajno, że piszesz czasem też o nowszych filmach, fajno, b. fajno :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pomyślałem o "The Warriors", ale w sumie całkiem trafne: w obu filmach mamy grupkę bohaterów, która próbuje nocą przetrwać w bardzo nieprzyjaznym miejskim środowisku. Skojarzenie z Punisherem nie jest moje, Amerykańce rajcują się, że to nieoficjalny film z tym bohaterem i mają rację. Ale raczej w wydaniu light, bo Sierżant nie jest tak bezwzględny jak Frank Castle. Co do jedynki to powiedziałbym, że nie czuję, abym zmarnował czas oglądając ją (choćby dla samej kompletności), tylko po prostu po całkiem niezłej pierwszej połowie staje się potwornie średnia. Mimo wszystko uważam, ze warto zobaczyć choćby dla samego prześledzenia jak ugryziono ten koncept za pierwszym razem, a jak w "Anarchii". Doskonały przykład na wyciąganie przez filmowców wniosków. Ale da się zupełnie bezboleśnie zacząć od drugiego filmu. Założenia są proste jak drut i absolutnie nie ma szansy, aby czuć się zagubionym bez obejrzenia pierwszej części.

      A, a pierwszego Mad Maxa nigdy nie hejciłem, ale potrzebowałem obejrzeć go aż trzy razy, zanim w stu procentach doceniłem czym jest ten film.

      Usuń
    2. Ja pomyślałam tylko dlatego bo niedawno oglądałam ;)
      Dzięki za info, może zmaratonię w jakiś weekend.
      I dzięki za niehejcenie Mad Maxa, jesteś Porządnym Człowiekiem w tym internecie pełnym bezprawia ;)

      Usuń
    3. Ale trójkę hejcę bardzo :D

      Usuń