14.09.2016

THE GARBAGE MAN (2009)

Tom prowadzi monotonne życie, toczące się pomiędzy fotelem przed telewizorem a tyłem śmieciarki w pracy. Zdaje się być nieco dziwnym i zamkniętym w sobie, ale jednak normalnym człowiekiem. Nikt z jego otoczenia nie podejrzewa, że jest seryjnym mordercą, który każdego dnia w swoim domu zabija kolejną schwytaną ofiarę. Wydaje się, że Tom nie ma żadnych motywów, jednak odpowiedź leży w jego tragicznej przeszłości.

"The Garbage Man" jest pierwszym filmem Harta D. Fishera, człowieka, który swoim komiksem o seryjnym mordercy Jeffrey'u Dahmerze wywołał niemałe zamieszanie na początku lat 90-tych. W nastroju jakże charakterystycznej dla Stanów Zjednoczonych moralnej paniki nie obyło się zatem bez protestów, sprawy w sądzie zapoczątkowanej przez rodzinę Dahmera, a Fisher wylądował w kilku programach telewizyjnych.

W tym trudnym okresie Hart rozpoczął pracę nad swoim filmem o czarnym seryjnym mordercy. Jakby ciągłe ataki na jego osobę nie były wystarczającą udręką, w jego życiu doszło do tragedii. Dziewczyna Harta, Michelle, została zgwałcona i zamordowana przez czarnoskórego oprawcę podczas napadu na motel. To wydarzenie z pewnością nie mogło pozostać bez wpływu na ostateczny kształt filmu.

Po wielu trudnościach, "The Garbage Man", zmontowany i gotowy do wydania, kiedyś kręcony z myślą o rynku VHS, trafił prosto na DVD w... 2009 roku.

"The Garbage Man" chlubi się tytułem pierwszego filmu o czarnym seryjnym mordercy. Jednak poza kolorem skóry naszego anty-bohatera nie wnosi to zbyt wiele. Siła filmu tkwi w innych aspektach, wykraczających poza sensacyjne hasło reklamowe.

Tak jak napisałem na początku, obraz skupia się na codziennym życiu tytułowego śmieciarza, który od nie wiadomo jak dawna uprawia ludobójstwo. Ogłuszone ofiary zaciąga do bagażnika, zabija w domowym zaciszu, po czym kroi na kawałki, aby następnie w czarnych workach umieścić je ponownie z tyłu samochodu. Zdawać by się mogło, że film o takiej tematyce pełen będzie scen zabójstw i gore. Jednak często nie zostają one nawet ukazane, a o los ofiar w wielu przypadkach zostaje ukazany dużo później. Chronologię akcji zaburza sam Tom, ciągle popadając w zamyślenie i wracając do swoich minionych czynów, często rzucając widzowi światło na przeszłe wydarzenia. Ciężko jednak pisać o jakiejkolwiek ciągu fabularnym. To historia bez początku i końca. Obserwujemy jakiś wycinek z życia Toma i nie ma znaczenia jaki byłby to okres. Jego żywot to dom, praca i zabijanie. Gdy obserwujemy Toma zajmującego się błahymi czynnościami takimi jak zmywanie, pranie czy wyrzucanie śmieci w pracy, uświadamiamy sobie, że sceny mordu nawet nie są potrzebne. Bo zabijanie stało się dla niego taką samą rutyną jak chodzenie do pracy. Wszystko się zlewa. 

Nie można zaprzeczyć, że "The Garbage Man" w dużej mierze nosi piętno filmu amatorskiego, wykonanego przez osobę niedoświadczoną w tworzeniu tego medium. Pojawia się częsty dla tego typu produkcji problem: tempo akcji. Rozumiem, że  niektóre przydługawe sceny mają ukazać jak monotonna i nieznośna jest egzystencja mordercy, jednak takie momenty jak (na szczęście przyspieszony) proces przygotowywania zamówionej przez niego pizzy czy dostawca kiwający się przez kilka minut za kierownicą sprawiają wrażenie zapychaczy sztucznie wydłużających całość do obowiązkowej godziny i dwudziestu minut.

Film ma teledyskowy montaż. Dużo tutaj nagłych cięć, spowolnień i zmian koloru. Zdawać by się mogło, że wprowadzają tylko niepotrzebny chaos, jednak ukazują one co się dzieje w głowie Toma. Gdy zostaje zapytany przez współpracownika co porabia w wolnym czasie, nagle na ekranie pojawiają się zwłoki wiszące pod sufitem. Po czym Tom przystępuję do wyjaśniania, że nic szczególnego. Tak, takie zabiegi zdecydowanie działają na korzyść tej produkcji.  

Nakręcony na taśmie 16mm "The Garbage Man" wygląda niezwykle surowo. Obraz jest nieostry, ziarnisty i doskonale tworzy klimat tej brudnej, mocno osadzonej w nieprzyjaznej rzeczywistości historii.

Strona filmu na IMDB nie zawiera żadnych informacji o aktorach. Nie ulega wątpliwości, że mamy do czynienia z naturszczykami i znajomymi Harta. Określę to tak: gra jest wystarczalna. Nie razi sztucznością i nie wpływa zbytnio na odbiór filmu.

"The Garbage Man" to rzecz warta sprawdzenia. Często tego typu projekty owocują czymś zupełnie nieoglądalnym, jednak film Harta Fishera w swojej skromnej formie radzi sobie naprawdę dobrze, dostarczając widzowi niepokojące widowisko, któremu po drodze z rzeczywistością, szczególnie tą w Stanach Zjednoczonych. Jeżeli niestraszne wam półtorej godziny w głowie seryjnego mordercy, skuście się na seans. 



Trailer

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz