20.06.2017

DRUGGED BY MOVIES NA 20. FESTIWALU FILMÓW KULTOWYCH

Od 9 do 17 czerwca w Gdańsku odbył się 20. Festiwal Filmów Kultowych. Impreza do tej pory zarezerwowana dla Katowic w tym roku zagościła na północy. Pierwotnie chciano zorganizować dwie równoczesne edycje w obu miastach, jednak ostatecznie tylko w Gdańsku przedsięwzięcie doszło do skutku. Mieszkając kilka kilometrów od Stoczni Gdańskiej (organizatorzy postawili na industrialną atmosferę), w której wydarzenie miało miejsce oczywiście nie miałem innego wyboru niż wziąć udział (w towarzystwie Piotra Kuszyńskiego z Komnaty Dymu) To zbyt niepowtarzalna okazja.

Nie będzie to relacja od A do Z, niestety czas nie pozwolił mi na uczestnictwo w większości punktów programu (nie wspominając już, że wiele z nich odbywało się równocześnie), jednak chwytałem się niemal każdej okazji, czego wynikiem jest poniższe podsumowanie.

Dzień 1 - 9.06
20:00 Koncert Nightrun87/Perturbator
Już pierwszego dnia odbyły się dwa seanse (Różowe Flamingi i Oślizgły Dusiciel) jednak największą atrakcją był otwierający festiwal koncert dwóch przedstawicieli nurtu synthwave: Nightrun87 i Perturbator. Widowisko miało miejsce w hali B90, która była centralnym punktem całego festiwalu. Pod sceną zebrał się całkiem spory tłumek, ale wielkość sali sprawiła, że nie panował ścisk. Do Nightruna podchodziłem z początku sceptycznie, jako zapchajdziury przed właściwą atrakcją, ale szybko zmieniłem zdanie i dałem się porwać z resztą publiki. Miłym prezentem był dodawany do każdego biletu kod pozwalający na pobranie z Bandcamp najnowszego singla pt. The Destroyers Are Coming. Jednak prawdziwe szaleństwo zapanowało, gdy na scenę wkroczył James Kent, czyli Perturbator we własnej osobie, dla którego nie był to już pierwszy występ w naszym kraju, gdzie zyskuje coraz większą popularność Po delikatnym, melodyjnym brzmieniu Nightruna, które pozwalało co jakiś na chwilę odetchnięcia, był to zwrot o 180 stopni w kierunku nieprzerwanego, ciężkiego uderzenia. Nie było miejsca na żadne przerwy, gdyż każdy utwór płynnie przechodził w kolejny. Przyznaję, że aż ciężko mi podać wszystkie tytuły. A gdy wydawało się już, że to koniec, pożegnany gorącymi brawami wykonawca wrócił na scenę, aby zagrać jeszcze jeden kawałek.

Dzień 2 - 10.06
16:00 Wykład "Dziwne dzieje studia Full Moon"
Poza samymi filmami na festiwalu znalazło się również miejsce na wykłady o tej tematyce. Ku mojej radości pierwszy z nich został poświęcony studiu Full Moon. Znajdująca się na piętrze sala B64 okazała się ogromnym, białym pomieszczeniem, podzielonym ścianami, na których znalazło się miejsce na kilka plakatów oraz cieszący oko napis FFK ułożony z kaset wideo (wśród których znalazły się takie tytuły jak Karate Cop czy Nemesis 2 (tak, świerzbiły mnie ręce)). Problemem okazała się akustyka miejsca, dlatego na wszystkich wykładach trzeba było dosyć mocno wysilać słuch, aby wszystko zrozumieć. Organizatorzy realistycznie podeszli do frekwencji, ustawiając ok. 20 leżaków. Tak, festiwal okazał się dużo bardziej niszowym wydarzeniem niż oczekiwałem i takie ilości miejsc siedzących były na porządku dziennym. Poprowadzony przez Radosława Pisulę wykład spełnił swoje zadanie jako wprowadzenie dla niewtajemniczonych, pokrywając historię FullMoon od czasów Empire Pictures aż po "zevilbongizowane" czasy współczesne. Publiczność została zaznajomiona z postacią Charlesa Banda oraz szerokim spektrum produkcji studia. Pojawiło się kilka małych nieścisłości, ale to moje czepialstwo. Dla wyjadaczy nie było to nic nowego, ale cieszy mnie, że ktoś sięgnął po ten temat, dzięki czemu może przynajmniej przybyło kilku zainteresowanych starym, dobrym Full Moonem.

Ale stwierdzenia, że drugie Subspecies jest gorsze od pierwszego nie daruję.

18:30 Amerykański Ninja
Z okazji festiwalu do Gdańska przybył wywodzący się z Wałbrzycha reżyser Sam Firstenberg. W ramach "Retrospektywy Sama Firstenberga" zaprezentowano cztery produkcje jego autorstwa, czyli właśnie Amerykańskiego Ninję, sequel tegoż, Breakdance 2: Elektryczne Wariactwo oraz Ninja 3: Dominacja. Z bólem donoszę, że nie udało mi się zobaczyć tego ostatniego, ale załapałem się na oba filmy z Michaelem Dudikoffem. Amerykański Ninja (którego pokaz odbył się w dużo mniejszej, bocznej sali Soundrive Stage) poprzedzony został wprowadzeniem samego reżysera, który w skrócie omówił kulisy powstania produkcji nakręconej dla wytwórni Cannon, nie tracąc przy tym poczucia humoru. Seans zleciał wśród śmiechów i okrzyków radości, do czego zresztą zachęcał twórca.

21:00 The Room
Do tej pory The Room znałem tylko z fragmentów obejrzanych na YouTube oraz licznych opowieści, które narosły wokół postaci Tommy'ego Wiseau. Dlatego możliwość obejrzenia po raz pierwszy tego legendarnie złego filmu w takim otoczeniu była niezapomnianym przeżyciem. Gdy przed projekcją Grzegorz Fortuna opowiedział, że kontrakt zezwalający na wyświetlenie filmu na festiwalu miał wymagania bardziej wyśrubowane niż te od dużych, hollywodzkich studiów (dni tygodnia, w które mogą odbywać się seanse, wytyczne co do umieszczania plakatów i przede wszystkim absolutny zakaz negatywnego wypowiadania się majstersztyku Wiseau) nie wiedziałem już, czy to jawa czy sen. Dalej mogło być już tylko dziwniej. I było, bowiem The Room w całości to przeżycie, które ciężko opisać. Znając tylko "najlepsze" momenty, nie byłem przygotowany na ogromną ilość ujęć miasta i wiele długich scen seksu. Tylko wydawało mi się, że widziałem ten film. Chociaż po seansie nadal nie jestem tego pewien.



Dzień 3 - 11.06
16:00 Wykład "Spaghetti Western"
Kolejny dzień ponownie zacząłem od udziału w wykładzie. Tym razem poprowadził go Marcin Zembrzuski z zapewne znanej wam Kinomisji (która zresztą objęła festiwal patronatem). Dla osoby, której jedynym kontaktem z gatunkiem był Django z Franco Nero wykład okazał się niezwykle ciekawy i bogaty w informacje. W godzinie znalazło się miejsce na omówienie historii gatunku, różnic pomiędzy westernem włoskim a amerykańskim, kluczowych produkcji (ze starannie dobranymi ich fragmentami) i kontekstu społecznego.

17:30 Amerykański Ninja 2
To chyba mówi samo za siebie. Ponownie wprowadzenie Sama Firstenberga i tyle samo radości.

20:00 Suspiria
Przyznaję, jeżeli chodzi o twórczość Dario Argento jestem kompletnym żółtodziobem. Dlatego byłem niezwykle podekscytowany możliwością zobaczenia uważanej  przez wielu za najlepszy film tego reżysera Suspiri po raz pierwszy i to na trzech ekranach sali B90 (która posłużyła kilku już edycjom VHS Hell). I tak, nie rozczarowałem się. Rozczarowałem się natomiast częścią publiczności, która rechotała dosłownie w każdym momencie, często z rzeczy, które mogą wydawać się śmieszne chyba dopiero po ciężkich narkotykach (o ironio, spójrzcie na nazwę strony). Niestety, najwyraźniej przez częste pokazy VHS Hell do B90 przypięto już łatkę, że chodzi się tam, aby śmiać się na filmach. Do obejrzenia jeszcze raz w domowym zaciszu.

Dzień 4 - 12.06
22:00 Terminator
Mimo braku czasu stwierdziłem, że nie dam się i nie przerwę nagle festiwalu. A ponieważ możliwość zobaczenia pierwszego Terminatora na dużym ekranie to nadal wielka atrakcja, wybrałem się do sąsiadującej z B90 hali Wydziału Elektrycznego W4. I to właśnie w tym miejscu najbardziej udzielił mi się industrialny klimat imprezy. Owszem, ekran był nieco ciemny, a akustyka daleka od ideału, ale usłyszenie charakterystycznego motywu przewodniego z lekkim echem i w takim otoczeniu to niezapomniane przeżycie.


Dzień 6 - 14.06
22:00 Hardware
Po pominiętym wtorku powróciłem na festiwal w zupełnie innym, równie niecodziennym miejscu. Tak jak Suspirię, po raz pierwszy w wielkim stylu zobaczyłem Hardware Richarda Stanleya, którego seans odbył się na... złomowisku (znajdującym się niedaleko od stadionu piłkarskiego Energa). Film postapokaliptyczny wśród zdezelowanych samochodów. Czego chcieć więcej? Może znowu mniej roześmianej publiczności, aczkolwiek mogę wybaczyć, gdyż jest to produkcja bardzo humorystyczna i niekiedy przedziwna. Postapokalipsa szybko przeradza się w szalony horror z żądnym krwi robotem, wykańczającym po kolei bohaterów.

Dzień 7 - 15.06
14:00 Wykład "Szwedzka Seksploatacja"
Ostatni wykład, w którym wziąłem udział poświęcony został seksploatacji w szwedzkim wydaniu, która być może u wielu z was przywołuje na myśl postać Christiny Lindberg. Przed zdominowaną tym razem przez kobiety publicznością wystąpił zajmujący się obecnie skandynawskim horrorem doktorant Piotr Wajda i, niestety, nie do końca wykorzystał temat. Pomijając sposób prowadzenia wykładu lekceważący jakże ważny kontakt wzrokowy z publicznością (twarde wpatrywanie się w ekran laptopa), rozczarowało skupienie się na zaledwie początkach seksploatacji w Szwecji, gdy, ograniczona przez cenzurę, ukrywała się pod płaszczykiem kina artystycznego. Miłośnicy lat 70 w gatunku i ikonicznego dla niego Thriller: A Cruel Picture na pewno poczuliby się nienasyceni taką prezentacją. Sytuację uratował Marcin Zembrzuski, ciągnąc prowadzącego za język, co przedłużyło ten zbyt pospieszny wykład. Na plus natomiast zasługuje podjęcie kwestii "czym różni się seksploatacja od pornografii".

A folder w którym trzymane były fragmenty filmów nazywał się "szwedzkie seksiki".

16:00 Stridulum
Kryjące się pod enigmatycznym, oryginalnym włoskim tytułem The Visitor z 1979 roku. mimo skrajnych odczuć podczas seansu, urosło do jednego z moich ulubionych filmów z całego festiwalu. Bo jak odmówić uroku produkcji, w której Franco Nero wciela się w kosmicznego Jezusa, a grany przez Johna Hustona Bóg nosi imię Jerzy i rusza do walki z obdarzoną nadnaturalnymi mocami demoniczną dziewczynką? A to wszystko przy akompaniamencie znakomitej ścieżki muzycznej, na długo wwiercającej się w pamięć. Dziwaczne widowisko, która najpierw ciężko ocenić, ale kilka godzin później zaczyna się kochać.


Dzień 8 - 16.06
14:30 Głęboka Czerwień
Ostatni dzień festiwalu rozpocząłem od dalszej argentowskiej edukacji, a także chyba pierwszego mojego zetknięcia z gatunkiem giallo, który, w pogoni za wątkami paranormalnymi, gdzieś mi umknął. Tym razem z mniejszym rozmachem, bo w Soundrive Stage, ale bez rozpraszających śmiechów i na dodatek z oryginalną, włoską ścieżką dźwiękową! Prowadzący przed seansem starał się przekonać, że Profondo Rosso to najlepszy film Argento, ale nieśmiało oznajmiam, że na razie dla mnie wygrywa Suspiria.

17:15 Montażysta
Bezczelnie pomijając nowsze produkcje, nieco jako zapychacz przed ostatnim seansem, wyjątkowo wybrałem się na będącego rzekomym hołdem dla giallo Montażystę z 2014. Kolorowa (chociaż raczej umowna) stylistyka lat 70, muzyka m.in. Carpenter Bruta oraz duża ilość humoru sprawiły, że czas zleciał szybko i przyjemnie, ale jak zauważyli koledzy, w filmie, o dziwo, dominowały nawiązania przede wszystkim do twórczości Lucio Fulciego (zwłaszcza oczywiste odniesienie do The Beyond), a nie czystego giallo.

20:00 The Warriors
Kultowy film Waltera Hilla niestety został zepchnięty do najmniejszej z sal, czyli studia Luks Sfera, znajdującego się na szarym końcu ul. Elektryków. Małe, nieco duszne pomieszczenie, do którego przez czarne zasłony prosto w moje oczy zaglądało zachodzące słońce, nie przeszkodziło w czerpaniu przyjemności z filmu, który stuprocentowo wpisał się w atmosferę festiwalu. Aż szkoda, że zamiast tego sterylnego (jak na tą okolicę) wnętrza nie przyszło widzom obejrzeć filmu w W4. Nieco rozczarował mnie fakt, że zaprezentowano wersję reżyserską, czyli okraszoną komiksowymi przejściami pomiędzy scenami, które wykonaniem zdecydowanie zbyt mocno odstają od pierwotnego materiału i wyglądają jak próba wystylizowania na siłę filmu, który przecież sam w sobie jest bardzo komiksowy. Mając w pamięci oryginalną wersję nie był to dla mnie problem, ale nie polecam tego dziwnego "uptade'u" jako pierwszego kontaktu z produkcją, którym był zapewne dla kilku osób na seansie.


I tak oto przebiegł 20. Festiwal Filmów Kultowych z mojej perspektywy. Niestety, nie napiszę wam o czytanych na żywo przez samego Tomasza Knapika Samurai Cop i The Room (które zgromadziły największą publiczność, ale to drugie wydarzenie, dodane do programu dosyć późno, zubożyło nieco pokaz The Warriors, spychając go na mniejszą salę. Z drugiej strony film niestety nie miał szans na ogromną frekwencję, a już na pewno nie wartą poświęcania całego B90) czy o odbywającym się w sercu lasu "ukrytym seansie" (które odbył się 17 czerwca, a filmem okazało się być... REC, do czego nie jestem przekonany, biorąc pod uwagę specyfikę miejsca). Zachęcam się do zapoznania z profilem Festiwalu Filmów Kultowych na Facebooku, gdzie znajdziecie wiele zdjęć z większości wydarzeń o których napisałem w tym tekście i nie tylko. Frekwencja przez większość czasu nie była imponująca, dlatego z całych sił musimy trzymać kciuki, aby 21 edycja doszła do skutku. Czy w Gdańsku? Kto wie? Dla mnie byłoby pięknie. Póki co będę żył dobrymi wspomnieniami.

Od lewej: Sam Firstenberg, Marcin Zembrzuski (Kinomisja), Piotr Kuszyński (Komnata Dymu) i autor tego tekstu.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz